Archiwa kategorii: szpital

Dzień Dziecka

Może nowy model telefonu? A może lepszy rower? Nie, lepiej wesołe miasteczko, duże lody i kolacja w dobrej knajpie. Może jednak nowszy laptop i jakaś gra do tego? A może…

- Gdy urodził się Pawełek szaleliśmy z radości. Taki wyczekany i kochany od pierwszej kreski na teście ciążowym. I życie jak w bajce przez prawie pięć lat. Gdy zemdlał pierwszy raz, był bardzo gorący lipiec więc myśleliśmy, że to przez upał i zmęczenie. Był taki żywy, wszędzie go pełno i ten śmiech, który do dziś odbija się echem od ścian. O tym, że to białaczka dowiedzieliśmy się niedługo po pierwszym zasłabnięciu. Naszym domem stała się onkologia. Badania, leczenie, szukanie dawcy. Jego ciałko znikało w oczach. Przestał się śmiać i chodzić. Patrzył w okno i pytał, kiedy znowu będzie mógł pograć w piłkę. Nie obiecywałam, zawsze jak mantrę powtarzałam, że już niedługo. Do jego łóżka inne dzieci z oddziału przywiązywały kolorowe balony. Po blisko dwóch latach walki spojrzał na nie i powiedział, żeby je odwiązać, bo  chce lecieć razem z nimi. I zasnął. Był słoneczny dzień, matki z dziećmi szły na lody i place zabaw. Ja wybierałam trumnę i kwiaty dla swojego synka. Minęły trzy lata. Jutro kolejny Dzień Dziecka. Znowu z mężem przyniesiemy na cmentarz kilka balonów i puścimy w niebo. Prezent dla Pawełka.

- To był wypadek, po prostu. Kierowca jechał za szybko, Marysia nie zdążyła uciec na pobocze. Wlókł ją za sobą jeszcze kilkanaście metrów. Lekarz w szpitalu obdarł nas z wszelkich złudzeń mówiąc, że jeśli nawet przeżyje wszystkie skomplikowane operacje już nigdy nie będzie chodziła. Od czterech lat przykuta do wózka, w rękach też ma niedowład. Mało mówi, a jeśli już to niemo przez łzy. Łzy pretensji o to, że ją ratowaliśmy. Ma 17 lat, koledzy szaleją na imprezach, zakochują się, realizują swoje pasje i marzenia. Wiesz jak to jest gdy pytasz swoje dziecko co by chciało na Dzień Dziecka i słyszysz, że umrzeć? Nie wiesz. Zamykasz się w pokoju i gryziesz palce do krwi albo wsiadasz w auto, jedziesz  i wysiadasz w szczerym polu. Krzyczysz do Boga, w którego przestajesz wierzyć. A potem wracasz i udajesz, że jesteś silna i wszystko zniesiesz. Nawet widok mokrych oczu twojej córki, która nienawidzi cię za to, że pozwoliłaś jej żyć.

- Dzieci powinny mieć swój dzień codziennie. Nie wiem kto wymyśla te bzdurne święta. Tylko tego jednego dnia mamy je bardziej kochać, więcej przytulać i mówić jak bardzo są ważne? Kupować bezwartościowe przedmioty? Po co? Są ważniejsze rzeczy. Mój syn czeka na czyjąś śmierć, po to żeby sam mógł swobodnie oddychać. Taki prezent na Dzień Dziecka. Od roku jest przykuty do rurek z tlenem. Jego jedyna trasa to pokój, łazienka, kuchnia. Na tyle starcza długość kabla koncentratora. Są jeszcze wycieczki karetką na sygnale do szpitala, gdy dławi się krwią podczas kolejnego ataku. I nowi znajomi z oddziałów, nie na długo bo zazwyczaj i tak w końcu wywożeni w czarnym worku. Mówi, że ja jestem jego najlepszym prezentem. Mówi, że beze mnie już dawno by się poddał. Dobrze, że nie zna prawdy. Bolesnej prawdy o bezsilności, która sprawia, że jestem cieniem samej siebie. Bo gdy na twoich oczach odchodzi to co masz najcenniejszego i nic nie możesz zrobić, nie myślisz o prezentach w durne święto. Tylko o tym, komu sprzedać duszę żeby go uratować.

- Mam dwoje pięknych, zdrowych dzieci. Jak co roku zjemy obiad na mieście, każde z nich zamówi to, na co ma ochotę. Wieczorem kino i ogromny deser zamiast kolacji. Taki wiesz zwykły – niezwykły dzień. A gdy zasną, znowu opowiem im o ich braciszku lub siostrzyczce, która mogła być teraz z nami. Tylko zły los zechciał inaczej i zabrał po trzech miesiącach noszenia pod moim sercem. Zawsze tego dnia kupuje o jednego ptysia więcej, z myślą o moim trzecim dziecku. Wiesz, ludzie gonią nie wiadomo za czym i zapominają, że miłość trzeba pielęgnować każdego dnia, że dzieciom trzeba mówić często kocham cię. Nie tylko 1 czerwca. Bo to cholerne życie jest takie nieprzewidywalne a dzieci, to największe dobro jakie może nas w nim spotkać.

W moim domu nie obchodzimy Dnia Dziecka. Moje dzieci nie odróżniłyby go od pozostałych. Bo każdy dzień jest ich świętem.  Bezwarunkowa miłość, poczucie bezpieczeństwa, ciepło i zaufanie. Spróbuj, na takie prezenty stać każdego.

pil

Powiedz im, że narkotyki zabijają nie tylko tego, kto je bierze.

Poznałam go kiedyś na jednym ze spotkań, dla rodzin uzależnionych. Poszłam tam z przyjaciółką, której mąż zaćpał się na śmierć. Zwyczajnie podał mi kubek z wodą, zamieniliśmy kilka zdań. Dałam mu adres swojego bloga i kontakt mailowy. Odezwał się po dwóch miesiącach. Bez ogródek napisał, że zgadza się na rozmowę. – Już od dawna o tym myślałem. O tym, żeby może trochę siebie oczyścić ale też przestrzec innych. Tylko tak sobie myślę, że narkoman w ciągu nie czyta blogów czy gazet. Wiem, bo sam byłem po tamtej stronie. Ale staram się wierzyć, że dobrze robię, że to potrzebne. Jeśli pozwolisz, będę mówił sam, po swojemu, chaotycznie.

Zgadzam się. Milcząc lekkim uśmiechem, włączam dyktafon, dolewam nam herbaty. I znowu zaczynam się bać. Bać tego, co za chwilę usłyszę.

- Dom miałem nijaki. Ani dobry ani szczególnie zły. Ojciec sporo popijał, nie bił, nie krzywdził fizycznie ale pił i prawie nie pracował. Jak umarł, mama została ze swoją skromną rentą. Bieda, nie będę ściemniał. Mieszkanie, opłaty i ja. Ten, który powinien stanąć na wysokości zadania, wesprzeć, akurat zacząłem poznawać tajniki amfetaminy. Tak, od razu z grubej rury i w sporych ilościach. Miałem 21 lat i mieszkałem w miejscu, którego najciemniejsze i omijane zakamarki, zaczęły mnie wciągać. Mama płakała, prosiła. Nie pracowałem a kasa była potrzebna. Udawało się kraść różne rzeczy, w różnych miejscach. A jak się nie udawało, to wynosiłem z domu co popadło. A wiele tego nie było. Po amfetaminie zacząłem szukać i błądzić. Haszysz, tabsy, różne leki, kwasy wszelakiej maści, grzyby. Rozumiesz, wszystko. I w końcu po latach wędrówki znalazłem ją, królową życia. Heroinę. Czułem przed nią jakiś wewnętrzny lęk, jednocześnie z palącym pragnieniem i fascynacją. Pierwszy raz? Wcale nie był taki piękny jak myślałem. Sporo po tym chorowałem ale mimo to, nie mogłem przestać o niej myśleć. Wróciłem, walnąłem kolejny raz i zacząłem płynąć. Płynąć tak, jak jeszcze nigdy.

Nie wiem kim teraz jestem. Staram się być po prostu człowiekiem, tylko wiesz to cholernie trudne. I nie chodzi mi o ludzi, że gadają tylko o mnie samego. Wspomnienia, to co z sobą robiłem. Brzydziłabyś się podać mi rękę. Z domu wyniosłem się sam. Czułem, resztkami człowieczeństwa, że albo się wyniosę albo ją zabiję, własną mamę. Wiesz, okradałem ją tak, że nie miała co jeść, wpadła w długi. Bywałem agresywny, kilka razy uderzyłem, raz dusiłem. Po prostu odszedłem licząc na to, że ktoś jej pomoże. To dobry człowiek był. Skromna, pracowita, nigdy się nikomu na życie i na mnie nie skarżyła. Kochała mnie, zawsze to czułem i wiedziałem. Nawet narkotyki nigdy nie zabiły do końca, tej pewności we mnie. Mieszkałem chwilę u znajomych takich jak ja. Niedługo, bo kłótnie o hajs, podkradanie dragów. W takim środowisku słowo wsparcie nie funkcjonuje. Narkoman to egoista. Wszystko odda za ćpanie. Matkę, dzieci, żonę i własną duszę. Trafiłem dosłownie pod most. Później dworce, klatki schodowe, ulica, altanki. I ciągły brak kasy. I jeszcze gorszy, niekończący się głód. Głód, który sprawia, że przestajesz być człowiekiem. Przestajesz siebie szanować, zrobisz co ci karzą. Dajesz dupy starym, napalonym, bogatym prezesom. Tak dobrze słyszysz, kilka razy to zrobiłem. Byłem męską dziwką za dragi. Byleby się naćpać, odlecieć. Nie musieć być tu, w tym cholernie trudnym świecie, do którego nigdy nie pasowałem.

I to obrzydliwe uczucie, gdy czasem wracasz na chwilę do świata żywych i uświadamiasz sobie, co zrobiłeś ze swoim życiem, ciałem. Na nieszczęście, chwilowe i zbyt słabe, by wyrwać z objęć nałogu. Te myśli, ta gorzka prawda pcha cię w ten nałóg właśnie jeszcze bardziej. I znowu masz argumentacje dla ćpania. Pytanie, po co to robię, skoro to przynosi tylko ból, straty, śmierć. To jest jak wolność. Złudna ale na tyle piękna, że jej ufasz. Chociaż na moment odrywasz się od tego co cię gnębi i przytłacza. I czym więcej tych problemów dochodzi tym bardziej i częściej chcesz, by zniknęły. Bierzesz, odrywasz się od ziemi, zostawiając na dole to, co ci przeszkadza. I płyniesz. Lecą dni, miesiące, lata. Coraz częściej bywasz na pogrzebach swoich kumpli. Upadasz coraz niżej. Znajomi odwracają się od ciebie z odrazą i lękiem, rodzina nie chce cie znać. Jesteś brudny, zawszawiony, skończony. I wtedy przychodzi ta myśl, która pojawia się prędzej czy później. Skończyć z tym, z sobą.

Dlaczego więc nadal tu jestem, od ponad roku czysty? Otworzyłem oczy, nade mną grupka ludzi. Orientowałem się powoli, że leże gdzieś w parku. I nagle widzę oczy mojej matki, ktoś po nią zadzwonił. A ja wiesz, obsikany, obsrany. Napisz to tak, jak mówię. Napisz im, jak wygląda człowiek, którego pokonał nałóg. Trafiłem na jakiś oddział, z którego oczywiście uciekłem. Sporo fantów jednak udało mi się jeszcze po drodze, zwyczajnie zapieprzyć. Sprzedałem to dość szybko i trafiłem na jedną z najgorszych melin w mieście. Towar był tam tańszy i zawsze, ale często zanieczyszczony. Tylko mi przecież  było wszystko jedno. I nagle, między tymi wszystkimi ćpunami, widzę jego. Syna mojej siostry. Przestaję oddychać, nie wiem co się ze mną dzieje. W głowie przeraźliwy krzyk, że on nie ma nawet osiemnastu lat,  w takim miejscu, zaćpany do granic możliwości. I słowa siostry, którą przypadkiem spotkałem jakieś pół roku temu, że mnie nienawidzi. I nigdy nie wybaczy. Gówniarz zapatrzył się we mnie, zachłysnął tym ścierwem. Nie, to nie będzie ckliwa historia o tym, jaki to wywołało wstrząs i sprawiło natychmiastową odmianę. Ćpałem tak dużo, jak chyba jeszcze nigdy wcześniej. W końcu któraś wpadka, wyrok. Więźniowie, odwyk, inny świat. Inni ludzie choć też po ciężkiej drodze. Też jak ja, odtrąceni przez życie. Choć z innych przyczyn. Było tam kilku takich, którzy zabijanie i gwałt, porównywali do narkotyków i nałogu. Myślisz, że to możliwe? Aż takie okrucieństwo? Tylko z drugiej strony, czym ja się różnie od tych zwyrodnialców? Powiedz im, napisz, że narkotyki zabijają nie tylko tych, co je biorą!

Teraz jestem ponad rok czysty. Przećpałem dużo lat swojego życia.Bardzo dużo. Tu, w tym ośrodku, staram się trochę pomóc. Opowiadam o tym, przez co przeszedłem. Ale to nie będzie historia z happy endem. Mój siostrzeniec nadal bierze a z pewnych źródeł wiemy, że zaraził się HIV. I jest też coś, czego nigdy sobie nie wybaczę. I jakbym się nie starał, nie jestem już w stanie tego naprawić. Chciałbym przeprosić moją mamę. Za wszystko. – Dlaczego tego nie zrobisz?. – Jakiś czas temu, przyszła do mnie siostra. Długo rozmawialiśmy, trudne to było, bolesne. Gdy wychodziła, powiedziała, że mama zmarła zaraz po tym, jak mnie w tym parku znaleźli. Serce nie wytrzymało. Myślisz, że ona jeszcze przyjdzie? Moja siostra? Myślisz, ze wróci?

Wierzę, że tak.

43