Archiwa kategorii: kobieta

” On mnie bił, upokarzał, zdradzał. A ja wciąż do niego lgnęłam, jak suka do psa. Rozumiesz? Ja do dziś nie…”

Domi, to piękna około trzydziestoletnia dziewczyna. Jej cholernie zgrabne ciało, pokrywają tatuaże. Obserwowałam gdy szła chodnikiem, oglądał się za nią prawie każdy facet. Wystarczyły mi też trzy zdania z jej ust, żeby wiedzieć że mam do czynienia z mądra, nie książkowo inteligentną kobietą  - Jakim więc pieprzonym cudem, siedziała tyle czasu z tym – uciszyłam własne myśli w połowie, stukając się w czoło. Przecież też kiedyś byłam taką Domi. 
- Nie jestem z nim już blisko rok, a nadal oglądam się za siebie. On mnie bił, upokarzał, zdradzał. A ja wciąż do niego lgnęłam, jak suka do psa. Rozumiesz? Ja do dziś nie. W domu rodzinnym mi się ewidentnie nie układało. Ciągle jakieś scysje z matką. Czasem mam wrażenie, że ta baba mnie nienawidzi. Ja jej zresztą też - Zaciąga się e papierosem i wypija spory łyk wody. Zawieszamy się obie. Ona pewnie oglądała w pamięci obrzydliwe kadry, które nigdy nie powinny się w jej życiu wydarzyć. Ja niechcący wróciłam pamięcią do sytuacji sprzed lat – Środek nocy, z dwójką dzieci w spacerówce, szukam otwartej apteki. Puste, zimne ulice. On kazał nam wypierdalać, bo płacz rozgorączkowanej, rocznej córki, nie dawał mu spać.

- Pojawił się nagle. Ja po kolejnej awanturze z matką, siedziałam w barze do którego przychodził. Już wcześniej zwróciłam na niego uwagę, wiem że on na mnie też. Był w moim typie, dobrze zbudowany, silny, też miał tatuaże które uwielbiam. Miał też dom, potrafił się zachować, miał klasę. To się tak szybko podziało, zamieszkałam u niego po miesiącu. Bardzo chciał, nalegał, był taki szczęśliwy gdy się zgodziłam. Przewiózł mi rzeczy, pomógł, pozwolił urządzić salon i sypialnie, po swojemu. Wiesz, szczęściara roku! Nie miałam nic i nagle, dostałam wszystko. I serio bardzo go kochałam i czułam, że on tez mnie kocha tak bardzo jak jeszcze nikogo przedtem. Było nam ze sobą obłędnie dobrze, w łóżku ogień. Kwiaty, podróżne, dobre restauracje i seks, po którym czujesz się jak pierdolona księżniczka. Wiem co myślisz – laska z patologii zachłysnęła się bogatym gościem i hajs jej w dupie poprzewracał. Chciała mieć wszystko za nic. Nie, on nie był bogaczem. Dom postawił, bo na to ciężko zapieprzał, często wyjeżdżał za granicę. Nie było go po dwa, trzy miesiące i wracał na trzytygodniowy urlop. Na początku non stop skype, smsy, tęsknota. Tak, widziałam że popija i jest potem dziwny. Wysyła natarczywe wiadomości, zazdrość granicząca z wulgaryzmem. Potem przepraszał a za chwilę robił to samo. Wiesz kiedy i za co mi pierwszy raz strzelił tak, że wpadłam między krzesła w jego salonie? Zjechał po dwóch miesiącach i zaraz na drugi dzień, czepił się o bzdurę. A ja wiesz jak zwykle, wysprzątane, nagotowane. Nawet upiekłam coś choć tego nienawidzę. Pracowałam też, co prawda głównie w domu bo projekty. Ale co ja ci tłumacze, też pewnie większość w domu piszesz. I on nagle do mnie, że syf. Pytam z gałami wielkimi jak hula hop, o co mu chodzi? Przecież tu jest jak w laboratorium. A o na to, co robiłam cały ten czas, bo raz nie odebrałam telefonu i podobno ktoś mnie w nocy z kimś widział. Zła, bo oskarżona bezpodstawnie, prycham że nie wyłażę stąd miesiącami, tylko to co muszę. On wtedy się zerwał, rozwalił drzewo ułożone koło kominka i przyłożył mi tak, że na chwilę straciłam kontakt z rzeczywistością. Poprawił po głowie, gdy usiłowałam się podnieść - We mnie tłucze się jedna myśl i nie wiem, jak ona ją odczytała. 
- Dlaczego nie odeszłam? A ty? Skąd wiem o tobie? Widzę jak reagujesz – Gasi mnie jednym zdaniem.
- Święciłam dzień, w którym wyjeżdżał. Wiedziałam, że będzie nawet kilkadziesiąt dni spokoju. Niestety podszytego strachem, bo wiedziałam też  co mnie czeka gdy wróci. Nawet gdybym się nie wiem jak starała, on już wracając z delegacji się na mnie buzował. Widziałam to od razu, gdy tylko przekroczył próg domu – Gdzie byłaś?! Z kim?! Łżesz suko, że nie wychodziłaś! Zajebie cię! I jego silna męska dłoń, zaciskała się na szyi, aż siniałam. Ona na moment zamknęła oczy i zacisnęła pięści. Ja znowu w stanie zawieszenia, jakby z góry widziałam scenę z przeszłości – Leże na podłodze w łazience. Z rozciętej wargi i rozbitego nosa sączy się krew. On kopie w brzuch. Mocno, za mocno. Byłam w trzecim miesiącu ciąży.
- Raz w życiu do kumpeli na noc poszłam. Sam mi pozwolił. I dzwoni nawalony po trzech godzinach. Wrzeszczy, przeklina, że mam wracać. Odpowiadam stanowczo, choć z dławiącym lękiem, że nie wracam dziś. On kończy rozmowę a po godzinie widzę z okna, jak jeździ. Tak, po alkoholu. Sprawdza, czy na pewno tu jestem. Miał obsesje. A ja go nawet w myślach nie zdradzałam. Rozumiesz? Ja go tak bardzo kochałam, myślałam że moje uczucie go wyleczy, zmieni na dobrego człowieka. Przestanie bić, krzyczeć, wyzywać. Tym się karmiłam. Złudzeniami i paniką przed samotnością. Wmawiałam to sobie, gdy skulona w kącie czekałam aż przestanie mnie szarpać, pluć na mnie, wyrywać włosy. Bo były momenty, w których płakałam ze szczęścia. Myślałam – to choroba, damy radę. Uspokoi się szybko gdy zobaczy, że rozumiem, że mimo wszystko trwam, że z całych sił wierzę w to, że przestane być szmatą a zacznę dziewczyną. Jego ukochaną - Czuje jak wbija mnie w fotel, zaczynam chcieć żeby skończyła, że już mam materiał żeby napisać. Bo ona kończąc swoją wypowiedź, nieświadomie sprawia, że znowu coś widzę. To z teraz. Mój psycholog, wieczorna sesja. On słucha, patrzy i mówi  - Pani największy problem, polega na jednej podstawowej rzeczy. I nie jest związany z chorobami, żałobą, innymi strasznym rzeczami. Gdy mówi Pani o byłym partnerze, ojcu waszych dzieci to cała się Pani napina, sztywnieje. Po 10 latach od rozwodu, ucieczki na drugi koniec świata, zabezpieczających was pism sadowych, zakazach, braku kontaktu i wiedzy na jego temat. Mimo tego wszystkiego, Pani nadal się go panicznie boi. 
- Wiesz zanim pójdę, bo raz że już późno a dwa, że to już chyba wszystko. Wybacz, jednak więcej nie dam rady. Chciałam ci tylko jeszcze powiedzieć, że teraz jestem sama. Tak, co chwile się ktoś pojawia. Ale gdy tylko dochodzi do deklaracji czy uczuć, to ja uciekam. Najlepiej mi samej ze sobą. Myślisz, że tak już będzie zawsze?  Ty chociaż po gnoju masz dzieci, już nigdy nie będziesz samotna. A ja? Miałam marzenie o dwójce, o ślubie. Przecież mieliśmy dom i ogród. Jestem jeszcze taka młoda, a jak cień. Ktoś, kto w zasadzie nie istnieje. Jakbym nie żyła, przestałam marzyć. O czymkolwiek. 
Podnosi się i wyciąga do mnie rękę. Jakoś tak przyciągam ją do siebie i obejmuje, widzę że tego potrzebowała. Przez moment jeszcze patrzy na mnie tak, jakby chciała powiedzieć – Wiesz co jest najsmutniejsze? Przez ten krótki moment teraz, minęło nas minimum dwadzieścia kobiet. Popatrz, bo wśród nich jest co najmniej kilka takich jak ja. Dziewczyn od miłości, która zabija.
Wracam przez park, odsłuchuje nagranie. Jej głos zabiera mnie w ostatnia dziś podróż. Sala sądowa, druga sprawa o rozwód. Sędzina pyta go, dlaczego mnie tak krzywdził, co mu zrobiłam. – Ja ją kochałem, nadal ją kocham. Pani tego nigdy nie zrozumie.

Ponad 900 tysięcy kobiet rocznie doświadcza przemocy. Większość z nich swój dramat trzyma za zamkniętymi drzwiami.  I mieszka z oprawcą. 

ty

Zawód? Prostytutka.

Za życiem większości, czai się dramat.
Idąc ulicą i mijając kolejne osoby, nie zdajemy sobie sprawy z tego jak często wydaje nam się, że kogoś znamy.
Pan Jakub, właściciel kilku hoteli, sieci sklepów odzieżowych i dwóch marketów. Życzliwy, uśmiechnięty. Duży dom, basen i cztery samochody. A za ścianą dramat. Córka, podłączona do respiratora.
Pani Basia z warzywniaka. Zawsze uśmiechnięta i z dobrą radą dla innych. Ta wydawałoby się pełna radości kobieta, boi się wracać do własnego mieszkania. Już na klatce schodowej, jej twarz nabiera szarego odcienia. Oczy zapadają się i nie jest już tą uśmiechniętą panią z osiedlowego sklepiku. Bo tam, pod czwórką wraz z nią mieszka mąż. Mąż, który jest katem.                           Pan Stanisław – cichy, uroczy, starszy mężczyzna. Pilnuje aut na parkingu. Spokojny, inteligentny, miły. Jest samotny, bo jego żona zmarła zaraz po tym, jak ich syna zamknięto w więzieniu. Zgwałcił i zabił własną siostrę.

I ona. Pani Jola, mama Kasi.
Kasia ma 10 lat, dobrze się uczy, nie sprawia kłopotów. Ma lekkie upośledzenie umysłowe, porażenie kończyn, wadę wymowy, kłopoty ze wzrokiem. Jej mama stara się jak potrafi, choć samej ciężko. Ojciec dziecka dawno temu, wyjechał za granicę pracować i przepadł. Jola ma zadłużone mieszkanie, spłatę wcześniej zaciągniętych kredytów, rachunki i córkę na utrzymaniu. Szukała pracy bardzo długo i bezskutecznie .Zły los sprawił, że późnym wieczorem gdy Kasia już śpi, jej mama ubiera wyzywającą bieliznę, lakierowane kozaki a na zmęczoną twarz nakłada ostry makijaż. Peruką zmienia kolor włosów.
Staje się Samantą, która obdarta z resztek godności sprzedaje swoje własne ciało i resztki duszy, jak sama o tym mówi.  – Wiesz, wszędzie chodziłam, pisałam podania. Mój błąd, wiem bo nie mam wykształcenia. W domu było byle jak, nie że alkoholizm czy przemoc, nic z tych rzeczy. Po prostu rodzice byli jakby nieporadni. Ciągle jakiś Mops u nas bywał, bo brudno a ja i rodzeństwo zaniedbani. Ojciec dorywczo pracował, mama szyła w domu i ten ciągły bajzel, rozumiesz? Nie rozumiesz – zaciąga się dymem z papierosa.                                                                                      Sama mnie zagadnęła na pewnym forum, gdy szukałam materiałów do tekstu. Była zupełnie inna, niż poprzedniczki z którymi rozmawiałam. Wszystkie one bardzo skrzywione przez życie, poranione, z pękniętymi duszami ale Jola jakoś inaczej. Intensywniej.                                                 – Skończyłam szkołę podstawową i dwie klasy zawodówki. Darka poznałam na dyskotece, zwyczajnie. Piwo, taniec, jakaś rozmowa. Naturalnie, samo wyszło, że zaczęliśmy się spotykać. Bez romantyzmu, bez wzlotów. On po budowlance i w tym robił. Wynajęliśmy mieszkanie i Kasia się urodziła. Ja głównie w domu z nią, bo od razu jakaś inna była. Więcej uwagi wymagała, okazało się że trochę chora. Tak mówię trochę, bo zdaję sobie sprawę z tego jakie straszne tragedie po dzieciach chodzą. A moja księżniczka jest tylko trochę bardziej wrażliwa, nieporadna. Potrzebuje mnie. A ja jej. Jak powietrza – zawiesza się na chwilę. No i zadzwonił jakiś kolega, że praca w Danii, że zarobki duże. Darek powiedział, że na mieszkanie zarobi i wróci. Nie wrócił. Wiem, nieważne skąd, po prostu wiem, że kogoś tam ma, nas już nie chce. Alimenty płaci państwo, bo jego adresu nie można ustalić czy jakoś tak. Niewiele tego. A jeszcze jak tu był, to wiesz życie, więc pożyczki się brało, kredyt. Leki małej, rehabilitacja, od lekarza do lekarza, to kosztowało a pensja jedna była. Darek lubił wypić, nie bił nie awanturował się ale na to musiało być zawsze. A nie zawsze było, rozumiesz. Ponad rok zapomóg i zasiłków pomocowych, kurs w urzędzie pracy. Nawet chwile dwie roboty miałam ale wiesz jak teraz zatrudniają? Tyle ile ZUS zwraca za pracownika, potem następny. A może to mój pech po prostu, brak wiedzy, moja wina?.

Pytam, czy na pewno chce o tym opowiedzieć. – Chcę, nie żeby się wybielić czy wytłumaczyć. Chcę żebyś napisała, że większość z nas, tych które stoją przy drodze czy innym miejscu, nie zawsze robią to z chęci zysku, wyrachowania, własnego wyboru. Ja wciąż szukam innych rozwiązań, uwierz mi ale teraz moim zawodem jest prostytucja. Ktoś powie, że tak co druga z nas mówi, ale ja serio stoję tam dla Kasi. Nie chcę żeby odstawała od innych dzieci, bo buty podarte lub ubrania poniszczone. Bo na wycieczkę z klasą nas nie stać, na porządne biurko do nauki, na leki .Nie mogę! To moja córka, zasługuje na wszystko co najlepsze. Nawet takim kosztem. Pewnie, że cholernie się boję za każdym razem gdy wychodzę, że ją osierocę. Tak, bo nigdy nie wiesz na kogo trafisz. Raz oberwałam, dość poważnie. Nawet tego nie zgłosiłam, bo gdzie? Co im powiem, że jestem dziwką? Zabiorą mi Kasie a to dla mnie to samo, co śmierć. Za tydzień mam rozmowę w takim sklepie, szukają sprzątaczki. Gdyby się udało, nie musiałabym już więcej. Wiesz jak to jest, gdy obcy faceci robią z tobą co chcą, traktują gorzej niż rzecz a na koniec płacą. Wracasz do domu i przez dwie godziny, nie możesz zmyć z siebie ich smrodu. Nie możesz pozbyć się zabijającego cię od środka poczucia wstydu, gdy jesz z córką śniadanie. Albo gdy słyszysz, jak pyta co ma napisać, bo w pracy domowej jest zadanie dotyczące zajęcia rodziców. Wiesz co ja czuje, gdy muszę wyjść do sklepu, do urzędu, do szkoły. A jeśli któryś z nich mnie rozpozna i komuś powie, bo nie będzie zależało mu na własnej reputacji?. Tak to koszmar, który sama sobie zgotowałam. Chociaż, czy to tylko moja wina?

Tak łatwo nam oceniać. Po marce odzieży, modelu auta, wielkości domu. Po ilości wpływowych znajomych, urodzie, wykształceniu. Po charakterze, wykonywanym zawodzie, kolorze skóry. Dlaczego po prostu nie przyjdzie nam do głowy, że nie zawsze mamy wpływ na to, co się w okół nas dzieje. Dlaczego nie pomyślimy, że jesteśmy tylko ludźmi więc popełniamy błędy, zbaczamy z drogi w niebezpieczne rewiry, upadamy. Dlaczego nie chcemy zrozumieć, że życie pisze podłe scenariusze i nie zawsze potrafimy od razu znaleźć do niego odpowiednią korektę.

Dziś Dzień Kobiet. Pomyślałam o mojej walczącej z chorobą mamie. O Iwonie, która nie śpi już od bardzo dawna, bo modli się o życie swojego syna. Pomyślałam o ciężko chorej Ewelinie, której czas gaśnie. O Joli, która dla swojej córeczki jest w stanie zrobić wszystko, nawet się sprzedać. O Marioli, która pracuje ponad siły, zajmuje się domem i uczy po nocach. O bitej przez męża Barbarze. O kwiaciarce staruszce, która mokła dziś na rogu kamienicy. O mojej przyjaciółce,którą ktoś skrzywdził, bo chciała wierzyć, że może być ważna. I pomyślałam, czy to jednodniowe święto, nie jest smutnym żartem.

te