Miesięczne archiwum: Lipiec 2016

” On mnie bił, upokarzał, zdradzał. A ja wciąż do niego lgnęłam, jak suka do psa. Rozumiesz? Ja do dziś nie…”

Domi, to piękna około trzydziestoletnia dziewczyna. Jej cholernie zgrabne ciało, pokrywają tatuaże. Obserwowałam gdy szła chodnikiem, oglądał się za nią prawie każdy facet. Wystarczyły mi też trzy zdania z jej ust, żeby wiedzieć że mam do czynienia z mądra, nie książkowo inteligentną kobietą  - Jakim więc pieprzonym cudem, siedziała tyle czasu z tym – uciszyłam własne myśli w połowie, stukając się w czoło. Przecież też kiedyś byłam taką Domi. 
- Nie jestem z nim już blisko rok, a nadal oglądam się za siebie. On mnie bił, upokarzał, zdradzał. A ja wciąż do niego lgnęłam, jak suka do psa. Rozumiesz? Ja do dziś nie. W domu rodzinnym mi się ewidentnie nie układało. Ciągle jakieś scysje z matką. Czasem mam wrażenie, że ta baba mnie nienawidzi. Ja jej zresztą też - Zaciąga się e papierosem i wypija spory łyk wody. Zawieszamy się obie. Ona pewnie oglądała w pamięci obrzydliwe kadry, które nigdy nie powinny się w jej życiu wydarzyć. Ja niechcący wróciłam pamięcią do sytuacji sprzed lat – Środek nocy, z dwójką dzieci w spacerówce, szukam otwartej apteki. Puste, zimne ulice. On kazał nam wypierdalać, bo płacz rozgorączkowanej, rocznej córki, nie dawał mu spać.

- Pojawił się nagle. Ja po kolejnej awanturze z matką, siedziałam w barze do którego przychodził. Już wcześniej zwróciłam na niego uwagę, wiem że on na mnie też. Był w moim typie, dobrze zbudowany, silny, też miał tatuaże które uwielbiam. Miał też dom, potrafił się zachować, miał klasę. To się tak szybko podziało, zamieszkałam u niego po miesiącu. Bardzo chciał, nalegał, był taki szczęśliwy gdy się zgodziłam. Przewiózł mi rzeczy, pomógł, pozwolił urządzić salon i sypialnie, po swojemu. Wiesz, szczęściara roku! Nie miałam nic i nagle, dostałam wszystko. I serio bardzo go kochałam i czułam, że on tez mnie kocha tak bardzo jak jeszcze nikogo przedtem. Było nam ze sobą obłędnie dobrze, w łóżku ogień. Kwiaty, podróżne, dobre restauracje i seks, po którym czujesz się jak pierdolona księżniczka. Wiem co myślisz – laska z patologii zachłysnęła się bogatym gościem i hajs jej w dupie poprzewracał. Chciała mieć wszystko za nic. Nie, on nie był bogaczem. Dom postawił, bo na to ciężko zapieprzał, często wyjeżdżał za granicę. Nie było go po dwa, trzy miesiące i wracał na trzytygodniowy urlop. Na początku non stop skype, smsy, tęsknota. Tak, widziałam że popija i jest potem dziwny. Wysyła natarczywe wiadomości, zazdrość granicząca z wulgaryzmem. Potem przepraszał a za chwilę robił to samo. Wiesz kiedy i za co mi pierwszy raz strzelił tak, że wpadłam między krzesła w jego salonie? Zjechał po dwóch miesiącach i zaraz na drugi dzień, czepił się o bzdurę. A ja wiesz jak zwykle, wysprzątane, nagotowane. Nawet upiekłam coś choć tego nienawidzę. Pracowałam też, co prawda głównie w domu bo projekty. Ale co ja ci tłumacze, też pewnie większość w domu piszesz. I on nagle do mnie, że syf. Pytam z gałami wielkimi jak hula hop, o co mu chodzi? Przecież tu jest jak w laboratorium. A o na to, co robiłam cały ten czas, bo raz nie odebrałam telefonu i podobno ktoś mnie w nocy z kimś widział. Zła, bo oskarżona bezpodstawnie, prycham że nie wyłażę stąd miesiącami, tylko to co muszę. On wtedy się zerwał, rozwalił drzewo ułożone koło kominka i przyłożył mi tak, że na chwilę straciłam kontakt z rzeczywistością. Poprawił po głowie, gdy usiłowałam się podnieść - We mnie tłucze się jedna myśl i nie wiem, jak ona ją odczytała. 
- Dlaczego nie odeszłam? A ty? Skąd wiem o tobie? Widzę jak reagujesz – Gasi mnie jednym zdaniem.
- Święciłam dzień, w którym wyjeżdżał. Wiedziałam, że będzie nawet kilkadziesiąt dni spokoju. Niestety podszytego strachem, bo wiedziałam też  co mnie czeka gdy wróci. Nawet gdybym się nie wiem jak starała, on już wracając z delegacji się na mnie buzował. Widziałam to od razu, gdy tylko przekroczył próg domu – Gdzie byłaś?! Z kim?! Łżesz suko, że nie wychodziłaś! Zajebie cię! I jego silna męska dłoń, zaciskała się na szyi, aż siniałam. Ona na moment zamknęła oczy i zacisnęła pięści. Ja znowu w stanie zawieszenia, jakby z góry widziałam scenę z przeszłości – Leże na podłodze w łazience. Z rozciętej wargi i rozbitego nosa sączy się krew. On kopie w brzuch. Mocno, za mocno. Byłam w trzecim miesiącu ciąży.
- Raz w życiu do kumpeli na noc poszłam. Sam mi pozwolił. I dzwoni nawalony po trzech godzinach. Wrzeszczy, przeklina, że mam wracać. Odpowiadam stanowczo, choć z dławiącym lękiem, że nie wracam dziś. On kończy rozmowę a po godzinie widzę z okna, jak jeździ. Tak, po alkoholu. Sprawdza, czy na pewno tu jestem. Miał obsesje. A ja go nawet w myślach nie zdradzałam. Rozumiesz? Ja go tak bardzo kochałam, myślałam że moje uczucie go wyleczy, zmieni na dobrego człowieka. Przestanie bić, krzyczeć, wyzywać. Tym się karmiłam. Złudzeniami i paniką przed samotnością. Wmawiałam to sobie, gdy skulona w kącie czekałam aż przestanie mnie szarpać, pluć na mnie, wyrywać włosy. Bo były momenty, w których płakałam ze szczęścia. Myślałam – to choroba, damy radę. Uspokoi się szybko gdy zobaczy, że rozumiem, że mimo wszystko trwam, że z całych sił wierzę w to, że przestane być szmatą a zacznę dziewczyną. Jego ukochaną - Czuje jak wbija mnie w fotel, zaczynam chcieć żeby skończyła, że już mam materiał żeby napisać. Bo ona kończąc swoją wypowiedź, nieświadomie sprawia, że znowu coś widzę. To z teraz. Mój psycholog, wieczorna sesja. On słucha, patrzy i mówi  - Pani największy problem, polega na jednej podstawowej rzeczy. I nie jest związany z chorobami, żałobą, innymi strasznym rzeczami. Gdy mówi Pani o byłym partnerze, ojcu waszych dzieci to cała się Pani napina, sztywnieje. Po 10 latach od rozwodu, ucieczki na drugi koniec świata, zabezpieczających was pism sadowych, zakazach, braku kontaktu i wiedzy na jego temat. Mimo tego wszystkiego, Pani nadal się go panicznie boi. 
- Wiesz zanim pójdę, bo raz że już późno a dwa, że to już chyba wszystko. Wybacz, jednak więcej nie dam rady. Chciałam ci tylko jeszcze powiedzieć, że teraz jestem sama. Tak, co chwile się ktoś pojawia. Ale gdy tylko dochodzi do deklaracji czy uczuć, to ja uciekam. Najlepiej mi samej ze sobą. Myślisz, że tak już będzie zawsze?  Ty chociaż po gnoju masz dzieci, już nigdy nie będziesz samotna. A ja? Miałam marzenie o dwójce, o ślubie. Przecież mieliśmy dom i ogród. Jestem jeszcze taka młoda, a jak cień. Ktoś, kto w zasadzie nie istnieje. Jakbym nie żyła, przestałam marzyć. O czymkolwiek. 
Podnosi się i wyciąga do mnie rękę. Jakoś tak przyciągam ją do siebie i obejmuje, widzę że tego potrzebowała. Przez moment jeszcze patrzy na mnie tak, jakby chciała powiedzieć – Wiesz co jest najsmutniejsze? Przez ten krótki moment teraz, minęło nas minimum dwadzieścia kobiet. Popatrz, bo wśród nich jest co najmniej kilka takich jak ja. Dziewczyn od miłości, która zabija.
Wracam przez park, odsłuchuje nagranie. Jej głos zabiera mnie w ostatnia dziś podróż. Sala sądowa, druga sprawa o rozwód. Sędzina pyta go, dlaczego mnie tak krzywdził, co mu zrobiłam. – Ja ją kochałem, nadal ją kocham. Pani tego nigdy nie zrozumie.

Ponad 900 tysięcy kobiet rocznie doświadcza przemocy. Większość z nich swój dramat trzyma za zamkniętymi drzwiami.  I mieszka z oprawcą. 

ty