Pusty pokój

Środek nocy. Sen przerywa kaszel. Stopniowo przeradza się w duszność. Gdy wbiegam do jego pokoju, siedzi już na łóżku i usiłuje złapać resztki powietrza. Podaje chusteczkę, której barwa zmienia się na ciemno bordową. Leki, tlen, walka z czasem. Patrzy na mnie i wiem, o co prosi. Bladym świtem dzwonię na oddział. Pakuję walizkę, załatwiam formalności. On usiłuje  przez 200 kilometrów odespać ostatnio zarwane noce. 200 kilometrów,  które od teraz zaczną nas dzielić. Na jak długo, tego nie wie nikt. Wchodzimy, między tak strasznie znajome mury. Szpital, drugi dom. Pielęgniarki patrzą na mnie, próbujemy rozmawiać chociażby o pogodzie. On siada w kącie. Mierzą saturacje, robi dobrą minę, choć wiem, że nie ma na nic sił. Nasze oczy spotykają się na chwilę, czuje jak dotyka niepewnie mojej dłoni. Znikam za drzwiami gabinetu. Słyszę, że nerki odmawiają współpracy, że wszystko wygląda coraz gorzej. Słyszę, że niedowaga ciała, że płuca i serce przestają nadążać.  Wychodzę i staram się z całych sił, stawiać krok za krokiem. Staram się nie upaść. Staram się by rozpacz, nie zamieniła się w głośny szloch. Staram się być dzielną matką.

Znamy się z pielęgniarkami od lat, rozmawiamy szczerze. Ukochana siostra Tosia patrzy na mnie, kładzie mi rękę na ramieniu i mówi, że muszę go jakoś przekonać. Mówi o tym, że kiedy przyjdzie czas na ostateczną walkę, na przeszczep, to tak skrajny ubytek wagi  go zdyskwalifikuje. Mówi też o tym, że Łukasz mój mąż, który odszedł cztery lata temu, byłby ze mnie dumny. Nie przyznaje jej się, że śnił mi się ostatniej nocy. Przytulałam się do jego pleców i szeptałam, że tęsknie, a on odpowiadał – przecież jestem. Wracam na salę, rozpakowuje rzeczy syna i słyszę – Jedź już, jestem zmęczony a moja siostra cię potrzebuje. Rozdarta na strzępy wsiadam w auto. Nie wiem nawet kiedy znajduje się w domu. – Jak tu cholernie cicho – myślę i staram się oddychać. Staram się wykopać wszystkie złe myśli. Jak zaprogramowany robot, wstawiam pranie, robię obiad, opiekuję się chorą córką, zaglądam na służbową pocztę. Odpędzam wspomnienia.  Najpierw sprzed pięciu lat, gdy na kwalifikacji do przeszczepu Łukasza usłyszeliśmy, że jeszcze nie czas. Przeganiam wspomnienia, gdy rok później, dokładnie 10 lutego, zmywałam krew z posadzki w łazience. Gdy reanimowano go przez ponad godzinę, podłączano respirator i dawano do zrozumienia, żebym nie liczyła już na nic.  Czas, w którym kazano mi wybierać kolor trumny, tekst do nekrologu, czas w którym niebo miało tylko brunatny kolor.  Przecież jestem silną matką, nadczłowiekiem, który udźwignie wszystko.

I przychodzi znienawidzona noc. Zaglądam do pokoju córki, a moje stopy ledwo dotykają podłogi. Przechodzę przez nieludzko długi przedpokój i przekraczam próg jego pokoju. Jest 3.25, całe miasto i większość świata śpi. Siadam na pustym łóżku i choć rozum podpowiada co innego, szukam bicia jego serca. Na ścianie, wspomnienia malują obraz. Gdy pierwszy raz, zaraz po porodzie poczułam zapach jego skóry. Gdy wyrwano mi go z objęć niedługo po tym, i kazano się mocno modlić. Obraz, na którym  jego wątłe ciało, walczyło mocno zaciskając miniaturowe piąstki. Obraz, gdzie oczy lekarza nie wydając żadnego dźwięku, przygotowywały mnie na najgorsze. Obraz z nadzieją w tle. I powroty do domu. Te niesamowicie radosne momenty, gdy jego głos niósł się po całym wszechświecie. Bo przecież dziecko, to cały świat matki. I zabierający tę radość głośny sygnał karetki. I bieg korytarzem szpitala, i zamykane z hukiem drzwi, i słowa – proszę czekać. I miniaturowe okienko w drzwiach, przez które widać tylko główkę twojego dziecka. A w niej wbite igły, przez które sączy się ratunek. Miliony rurek, w małym ciałku. Rurek, przez które płynie życie. I znowu powrót, i znowu pukanie do drzwi. To śmierć, która od szesnastu lat, wciąż nieustannie chcę go zabrać. I ja, nad wyraz odważna, która na nic nigdy się nie skarży. Płacze tylko wtedy, gdy nikt nie widzi. Tylko poduszka, którą z całych sił przytykam usta, wie o mnie  wszystko. Słyszy krzyk matki, która panicznie boi się o życie swojego dziecka.

Jest 5.00, wstaję i staram się zapanować nad zawrotem głowy. Podchodzę do okna. Widzę drzewa, przez które usiłuje przebić się jeszcze bardzo ciemne niebo. Czuje ciepło na policzkach i choć już kompletnie nie wierzę, błagam. Błagam o jeszcze choć jedną wspólną godzinę. Dobę, tydzień, miesiąc, rok.  A kilka chwil później, przez słuchawkę telefonu słyszę – Dobrze, że jesteś mamo. Jest dla kogo żyć.

Jest o kogo walczyć, mój synu.

pok

 

.

 

15 myśli nt. „Pusty pokój

  1. ~Łońska

    Kochana… ta złowroga małpa, która kręci się Wam pod drzwiami jest jak akwizytor. Nawet jak spławisz i tak przylezie.
    Ale tym razem tylko spławiacie. Wiesz o tym, prawda? Johny kopnie ją porządnie w dupę i tyle. Wróci… ale po następnego kopa. Ten chłopak jest za silny by dać sobie wcisnąć tak marną ofertę.

    Ściskam jak matka matkę.
    I wiem, że przeczytam o komplecie w Domu Cudów. :*

    Odpowiedz
    1. ~Marta

      czytam i same łzy mi płyna to co za mna… a ile jeszcze przede mna..
      .. podziwiam Cię i życzę dużo siły.. WAM OBOJGU … wiem jak trudno przejść tragiczne chwile , bo przezyłam juz to co najgorsze może przydazyc sie matce.. mam jeszcze dwie cudowne Córki tez są tak dzielne jak Twój Syn..
      nie możemy sie poddac.. Jestes Wielka i masz niesamowitego Syna… i wspaniała Córke..
      sercem jestem z Wami..

      Odpowiedz
  2. ~Daria

    Pani Aniko mocno trzymam kciuki za pani syna i za całą pani rodzinę.. Musi się udać wygrać tą nie równą walkę.. Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  3. ~Monika

    Nie wiem co powiedzieć, brakuje słów i ciężko mi to sobie wyobrazić.
    jedyne co mogę powiedzieć to, to że podziwiam was wszystkich
    Często tu zaglądam i zawsze bardzo się boję…

    Odpowiedz
  4. ~Kasia

    Ja też walczę o syna choć on nie ma aż takich problemów jak Twój. Ale są, utrudniają mu życie,muszę walczyć o jego „normalne” funkcjonowanie”. Nie potrafię o tym pisać tak jak Ty.Ale dobrze że Ty piszesz …. Nie często pozwalałam sobie czytać takie opowieści, bo się roztkliwiam. A kiedy jestem taka „rozklejona” to nie mogę działać, brakuje mi tchu i rozczulam się nad innymi i sobą za bardzo. A tu trzeba się zbierać gotowanie, sprzątnie i wymyślanie nowego planu. Najgorzej jest jak nie działa…. Teraz tak mam – kolejna terapia nie zadziałała ….. A tu trzeba się zbierać, tylko jak? Oj moja kochana życzę Ci dużo sił a Twojemu synowi mnóstwo samozaparcia i zdrowia!

    Odpowiedz
  5. ~Mama Ewy

    Aniko ,jestes dzielna kobieta,mama, moja Ewa(*) kibicowala Wam odkad poznaliscie sie na Fb. Podziwiala odwagi,syn chory,maz chory ze ta muko …ach szkoda mowic .Ewa byla bardzo zadowolona z Dobrych Duszkow,ktore otrzymala od Was. Ja ogladam i wspominam,podziwiam. Bedziedobrze z synem ,nie moze byc inaczej. Trzymam mocno kciuki. Pozdrawiam Was.

    Odpowiedz
  6. ~karolina

    weszłam przypadkiem,tekst który przeczytałam wycisnął ze mnie łzy !!PODZIWIAM
    i zycze duuuuzo sily na kolejne dni walki .
    oczywiscie trzymam kciuki za lepsze jutro . :* :*

    Odpowiedz
  7. ~Lena

    Trzymaj sie, jestem z Wami myślami <3 Wierze, że bedą Wam dane jeszcze szczęśliwe długie lata!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>