Na szczęście, mam przechlapane życie

Dlaczego zdecydowałam się na ten wywiad?

Świadomość mukowiscydozy w naszym kraju jest co prawda coraz większa, ale nadal odnoszę wrażenie, że nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, czym jest ta choroba.

Dlaczego postanowiłam „odpytać” mojego syna?

Wiem, że ma do mnie zaufanie. Jest dojrzały emocjonalnie, sporo przeszedł w życiu i bardzo chętnie zgodził się na tę rozmowę.

– Jesteś moją mamą, ale dziś siadamy i rozmawiamy jak dorastający facet i dziennikarka. Bez „tych” emocji, które towarzyszą nam na co dzień, ok?

Chcesz, żebym opowiedział o tym co tak naprawdę siedzi w kimś, kto jednocześnie żyje i umiera?

Do tego stanu można przywyknąć. Tak, dobrze słyszysz. Przyzwyczaiłem się do tego, że nie oddycham tylko się duszę – nazywając rzeczy po imieniu. Nauczyłem się żyć z myślą, że teraz jest w miarę ok, a za kilka dni mogą zasypać mnie czarną, ciężką ziemią.

– Trafiła kosa na kamień, nie ułatwiasz mi. Dobrze więc. Urodziłeś się chory na ciężką, genetyczną i nieuleczalną chorobę. Co pamiętasz z okresu, gdy byłeś kilkuletnim chłopcem?

– Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to taki obrazek, jak płacze i nie chcę robić inhalacji. Za drzwiami dwóch kolegów, z piłką do nogi. Ty mówisz, że za około godzinę będę wolny, oni nie chcą czekać. Nie wiem, może sześć lat miałem. Wcześniej, jakoś tak nie zwracałem na to uwagi. Przez długi okres czasu myślałem, że to normalka, że tak mają wszystkie dzieci. Inhalacja, drenaż, szpital, karetki zabierające mnie w środku nocy. Myślałem, że każdy bierze Kreon (preparat wspomagający trawienie w przypadku zewnątrzwydzielniczej niewydolności trzustki – przyp. autora). Dopiero gdy bywając u kolegów odkryłem, że oni nie mają sprzętu do rehabilitacji w domu, że jedzą coś bez leków, że moja młodsza siostra też nie stosuje drenaży, zacząłem myśleć, że z wami jest coś nie tak. Dokładnie, nie śmiej się. Myślałem, że wam coś dolega, bo jesteście inni ode mnie. A to przecież ja byłem naznaczony. Kaszlem, dusznościami, życiem w szpitalu, ograniczeniami.

– Kiedy to do Ciebie dotarło? Świadomość tego, że to choroba na serio?

– Leczyłem się w Rabce. Jeszcze na starym oddziale. Tam poznałem mojego przyjaciela, Oskara Dobrzańskiego i sporo ode mnie starszego Kamila Olczaka. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu. Wtedy jeszcze myślałem, że to zabawa. Wiesz, jeździliśmy na stojakach do kroplówek, podkradaliśmy doktorowi cukierki z gabinetu, chowaliśmy się pielęgniarkom do szaf i straszyliśmy, ile wlazło. Pewnie, że widziałem jak Kamil pluł krwią, a Oskar odpoczywał po najmniejszym wysiłku. Tylko, że tam każdy tak miał. To był nasz świat. Nikogo to nie dziwiło, wtedy się jeszcze nie baliśmy, nie było czego. Takie mieliśmy głupie przekonanie, że fajne to chorowanie. Szpital nietypowy, fajni ludzie, czas spędzony na zabawie. Gdy umarł Oskar, miałem 9 lat. On był dwa lata starszy. Najpierw nie rozumiałem. Pojadę tam, a jego nie będzie? Gdzie się podział, co się z nim stało i dlaczego. Niedługo po nim, przyszła ta straszna wiadomość o Kamilu. I wtedy pierwszy raz zrozumiałem, że na to, co noszę w sobie, się umiera. Panicznie bałem się zasnąć, nie chciałem jeździć do Rabki. Byłem wściekły na lekarzy, pielęgniarki, że nie pomogli, że nie zdołali ich uratować. Wciąż oglądałem nasze zdjęcia, wspominałem i zacząłem się zastanawiać, czy ja też tak szybko odejdę.

– Było coś, co ci wtedy jakoś szczególnie pomogło? Jakieś zdarzenie, ludzie?

– Zachorowałem i musiałem tam znowu jechać. Spotkałem innych kolegów, koleżanki. Też cierpieli, też nie do końca rozumieli, też się bali. Zrozumiałem wtedy, że mamy mukowiscydozę. Dotarło do mnie, że to nie grypa która przejdzie. Zresztą, na starym oddziale odeszło wielu moich kolegów. Czasem myślałem, że zwariuje, że w końcu zostanę sam. Ale wciąż przybywali nowi. Tak samo chorzy, zmęczeni i tak samo jednocześnie, pragnący żyć. Ja wiem, żyć chce każdy. Ale gdy płuca pozwalają ci oddychać tylko na kilkanaście procent, gdy po wysiłku dostajesz masywnego krwioplucia a każdy krok sprawia, że sinieją ci usta to myślisz – Mam tak mało czasu a jeszcze tyle chciałbym zrobić, zobaczyć! Nie chcę się wypowiadać za innych mukoli ale pewnie , wielu się ze mną zgodzi w tej kwestii. Wieczorem przed zaśnięciem zastanawiam się, czy przypadkiem nie jestem z kimś pokłócony, bo za nic nie chciałbym odejść, zostawiając kogoś z poczuciem winy, że nie zdążył. To tak, jak z tym obsesyjnym wyznawaniem tobie i siostrze miłości (śmiech). Śmierci boi się każdy, tylko mi jest cholernie was żal. Martwi mnie to, czy sobie poradzicie, to że same zostaniecie. Martwi mnie to, czy zdążę ze wszystkim, czy uda mi się odwiedzić jeszcze kilka miejsc, zaliczyć jeszcze kilka koncertów o których marzę.

– Martwisz się o nas, a nie o siebie? I co z tymi marzeniami, warto je mieć? Wiele z nich udało ci się spełnić?

– O siebie się nie martwię, bo jak na razie ty nadrabiasz za wszystkich (śmiech). A tam, jak już czas przyjdzie, nie będę sam, bo ojciec po mnie wpadnie (ojczym Patryka zmarł na mukowiscydozę, blisko 4 lata temu – przyp.autora) .

Jak to kiedyś powiedział Rysiek Riedel – kto nie marzy, ten umiera, a ja się jeszcze nigdzie nie wybieram. Na WOŚP w niedzielę, bo bycie wolontariuszem to według mnie najwyższa forma podziękowania tym, którzy ratują moje istnienie już tyle lat. A wracając do tematu, to tak, spełniłem już sporo moich marzeń. Poznałem osobiście Adama Darskiego i resztę ekipy zespołu Behemoth, byłem na koncercie Rammstein i Korn’a, a ubiegłym roku na Impact Festival gdzie grała moja ukochana kapela Slipknot. Pojechałem do Wilczego Szańca, kocham morze i byłem tam już kilka razy. A w głowie, mam jeszcze kilka planów, podróży. Tego się trzymam, to daje mi energetycznego kopa, co w tej tej chorobie, jest bardzo potrzebne. Mam taki apel do rodziców chorych dzieciaków – Nam już na starcie odebrano prawie wszystko. Obdarto nas ze złudzeń. Dlatego, nie zabraniajcie nam spełniać marzeń, nie zamykajcie w domu pod kloszem! My tego nie potrzebujemy! Ta choroba już wystarczająco nas ograniczyła, zabrała upragnioną wolność. Pozwólcie nam kochać, ponosić porażki, odchorować imprezę. Nie macie pojęcia, ile to dla nas znaczy! Takie wspomnienia sprawiają, że mamy siłę i przede wszystkim ochotę o siebie walczyć. 80% naszego życia wypełnia strach i ból. Doskonale wiemy, jak się zazwyczaj umiera na mukowiscydozę. Dusisz się. Ból rozrywa płuca, nie możesz nic zrobić. Jesteś świadomy tego, że przez kilka godzin a czasem dni, będziesz odchodził w męczarniach. Co innego pozwoli ci przez przejść przez to piekło, jak nie piękne wspomnienia?

– Co sądzisz o sytuacji w naszych szpitalach? Leczysz się już kilkanaście lat, byłeś w kilku ośrodkach.

– Mamy wspaniałych lekarzy i personel. Sprzęt też jest, a dzięki Owsiakowi, jest go coraz więcej. Tylko co z tego, skoro nie ma dla nas miejsc. A jeśli są, to na przeludnionych salach a my niestety, potrzebujemy izolacji. I to nie przez nasze wygodnictwo! Tylko dlatego, że otoczenie w którym często jesteśmy zmuszeni się leczyć, jest zagrożeniem dla naszego życia! Bakterie, zarazki, inne choroby. Głupi katar złapany od kogoś, może być dla nas wyrokiem śmierci. Klinikę mamy piękną, nową w Rabce i co z tego, skoro dostanie się tam graniczy z cudem. Ja wiem, jestem wdzięczny jak inni mukole, że powstała, że są świetne warunki, że ktoś na to latami ciężko pracował. Ogromny szacunek dla tych, którzy przyczynili się do jej otwarcia. Tylko to wciąż za mało. Coraz więcej dzieciaków się z tym rodzi, a my dorastający? Doszło do tego, że zamiast się cieszyć, że kolejny rok za mną to z bladym strachem patrzę w przyszłość. Bo dorosłych chorych, nie opłaca się w naszym pięknym kraju leczyć. A ja za chwilę będę dorosły i wielu moich znajomych z oddziałów, również. I nerwicy dostaje gdy słyszę w telewizji, czym zajmują się politycy. Bo oni tam się żrą o bzdury, a my tu, odchodzimy najczęściej w koszmarnych warunkach. W nieprzystosowanych szpitalach. Tak samo jest z przeszczepami. Wiem, od ubiegłego roku wiele się w tej kwestii zmieniło na lepsze, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. Porównaj sobie liczbę chorych na mukowiscydozę, do liczby przeszczepów. Tu nie trzeba żadnej filozofii, żeby wiedzieć, jak bardzo jesteśmy w tyle za innymi krajami europejskimi.

– Wiele w Tobie zrozumiałego żalu, ale chyba więcej radości? Czy może się mylę, bo to tylko maska, żeby nie martwić bliskich?

– Nie wiem czy gdyby nie mukowiscydoza, to umiał bym tak kochać i doceniać to co mam. Tak bardzo cieszyć się każdym, nawet nie najlepszym dniem. Czy tak świadomie, cieszyłby mnie widok, każdego nowo poznanego człowieka. Chyba powinienem być wdzięczny, że ją mam. No co tak patrzysz? Przecież to ty mnie nauczyłaś, że wszystko w życiu jest po coś. Zresztą, coś ci powiem. Dawno temu stanęłaś przede mną. To było wtedy, gdy się poddałem, nie chciałem leczyć. Powiedziałaś mi : „Obiecałam ci, że kiedyś nadejdzie taki dzień, że będziesz miał totalnie przechlapane, bo za nic na świecie nie pozwolę ci odejść bez walki. Ten dzień właśnie nadszedł.”

Nie masz pojęcia, jakie to szczęście mieć tak przechlapane życie, jak moje. 

Patryk, jak wielu jego rówieśników w Polsce, walczy z mukowiscydozą. Stara się żyć jak inni, zdrowi ludzie. Chodzi do szkoły, marzy o studiach, o podróżach, o własnej rodzinie. Dzieciaki z tą chorobą, całe swoje życie muszą być dzielne, odważne i silne. Aż, jeśli choroba nie zabierze ich wcześniej, stają się dorośli. I nadal toczą bój o każdy dzień, każdą godzinę i sekundę. Toczą walkę, z okrutnym, bezwzględnym przeciwnikiem. Mimo to, uśmiechają się, realizują zawodowo i prywatnie, ciesząc się każdym, nowym porankiem. Jeszcze jednym dniem, wśród najbliższych. Pomyśl o tym, za każdym razem, gdy coś pójdzie nie po twojej myśli. Bo masz coś, o czym oni w większości, mogą tylko marzyć. Oddech.

Z Patrykiem Wiórkiem rozmawiała Anika Zadylak.                                                                            1                                                                     

27 myśli nt. „Na szczęście, mam przechlapane życie

  1. ~Dorota

    Dziekuje za ten wywiad. Jak czesto zapominamy, że mamy w życiu tak wiele a nie potrafimy tego docenić….Twój Syn jest niesamowicie dzielnym człowiekiem. Życzę Wam wszystkiego co najlepsze

    Odpowiedz
  2. ~errata777.blogspot.com

    Masz powody do dumy. Twój syn raczej doszedł do wniosku, że to z resztą coś jest „nie tak”, zamiast, że z nim samym. Czyli jego życie było normalne, nie zaś naznaczone chorobą. Nie każda matka może się poszczycić takim osiągnięciem. Powodzenia.

    Odpowiedz
  3. ~walcia

    Na szczęście nie ma tej choroby koło mnie. Ale przeczytałam i dobrze zrobiłam.
    Ten wywiad to świetny pomysł, a Młody – super dzielny i mądry młody mężczyzna.To co razem przeszliście to kawał ciężkiej ale dającej mnóstwo satysfakcji roboty.
    Trzymam za was kciuki.
    A wywiad dam przeczytać swoim ” świeżo” dorosłym dzieciom.

    Odpowiedz
  4. ~arta

    Masz wspaniałego, mądrego syna. Z pewnością niedaleko padło jabłko od jabłoni i Ty jesteś do niego podobna. Ten wywiad jest jednym z najbardziej wartościowych rzeczy, które ostatnio miałam okazję czytać. Mam nadzieję, że przy szybkim postępie nauki mukowiscydoza będzie jak „grypa”.

    Odpowiedz
  5. ~kobieta-nie-typowa

    Nikt nie powinien być wdzięczny za śmiertelną chorobę, to nieprawda, że choroba kształtuje charakter, że czyni nas lepszymi ludźmi, wzbogaca w jakikolwiek sposób. Cierpienie nie uszlachetnia. Z pewnością czegoś uczy, ale głównie uczy jak z nim żyć i jak cieszyć się z każdego dnia.

    Odpowiedz
    1. ~ciotka klotka

      Mów za siebie. Nie generalizuj. „Nikt” „każdy” „wszyscy” – co możesz o tym wiedzieć? Niektórych cierpienie nie uszlachetnia, czyni ich zgorzkniałymi i roszczeniowymi, niektórych – wręcz przeciwnie. Każdy ma prawo przeżyć swoje życie i cierpienie na swój sposób, więc nie mów innym, co „powinni”, a co nie. My, ludzie chorzy, mamy prawo mówić i myśleć o swoim stanie tak, jak sami to odczuwamy, Ty masz prawo myśleć po swojemu, ale nie pouczaj nas, bo nawet jeśli też chorujesz i cierpisz, to jest to Twoje cierpienie, przeżyj je po swojemu i pozwól mi po swojemu przeżywać moje.

      Odpowiedz
    2. ~Judyt Wojująca

      Wszystko zalezy od punktu „siedzenia”. jesli zaczynasz sie uzalac nad soba i winic wszystko dookola za Twoje cierpienie to tracisz wszystko – siebie i swoje zycie. stajesz sie zgorzknialym zombie. Jesli popatrzysz na to z punktu widzenia wyzwania – masz szanse stac sie silniejszym czlowiekiem, ktorego trudnosci nie niszcza ale raczej w ogniu jak pod mlotem kowala ksztaltuja jego charakter i czlowieczenstwo, Mozna tez popatrzec na cierpienie z punktu widzenia Bozego i wtedy oprocz poprzedniego efektu, czyli wzmocnienia swojego chararkteru i godnosci, mozesz uczestniczyc w misterium meki Panskiej wymadlajac swoim cierpieniem wiele lask dla innych, a takze wieczne, szczesliwe zycie przy Zródle Prawdziwej Milosci. To nie Bog zeslal zlo i choroby – to Szatan. Taki jest porzadek tego swiata w ktorym ludzie Boga odrzucili. A on sie nie narzuca bo chce bysmy kochali go dobrowolnie i abysmy sami do Niego przychodzili. Kiedy jestesmy przy Nim wtedy koji najwiekszy ból i przytula nas do swego serca. Zycze wszystkim aby przylgneli do tego Zródła Pocieszenia, Milosci i mocy. nie bede sie juz bardziej szczegolowo rozpisywac..pozdrawiam

      Odpowiedz
      1. ~ciotka klotka

        Judyt, dopowiedziałaś to, co ja też myślę. Cieszę się, że spotkałam w sieci kogoś, kto myśli podobnie jak ja :).

        Odpowiedz
  6. ~Magnolia

    Znam trochę tę chorobę. W mojej miejscowości są dwie siostrzyczki z tą chorobą. Każdego roku moja kadrowa jak komuś rozlicza PIT to właśnie je wspiera 1 procentem. Podziwiam ich mamę, że całym sercem otacza je opieką kiedy ich tato jest w pracy. Chodzą do szkoły tak jak inne zdrowe dzieci mimo, że w takim molochu jak Podstawówka i Gimnazjum w jednym są w klasie dwudziestoosobowej.
    Apeluję z tego miejsca aby wspierać takie rodziny nawet drobnymi kwotami bo możecie być pewni, że te pieniądze nie będą roztrwonione na byle G..o tylko na poprawę zdrowia. Jak widzę gnojka z Gimnazjum z cygarem w gębie to mam w oczach właśnie te dziewczynki i myślę sobie … Ile one by dały żeby móc oddychać swobodnie a te darmozjady niszczą to co mają tak cennego czyli normalne zdrowe życie…

    Odpowiedz
  7. ~Ania

    Mamie gratuluję tak wspaniałego i nad zwyczaj mądrego syna. Synowi zaś gratuluję tak świetnej, i oddanej mamy, sama chciałabym taką mieć, kochającą, wspierającą, niestety moja mama zmarła 18 lat temu,gdy miałam 6 lat. Pozdrawiam serdecznie, i życzę jeszcze wielu lekkich oddechów.

    Odpowiedz
  8. ~Alicja

    Ten nad wyraz dorosły chłopiec ma rację. Nasi politycy żrą się o pierdoły, zamiast zająć się poprawą warunków życia. Wszyscy chorzy na choroby genetyczne i rzadkie oprócz walki z chorobą muszą walczyć o godne warunki życia i leczenia.
    Życzę ci, byś spełnił swoje marzenia- podróźy, koncertów, byś żył pełnią źycia i nie przestawał marzyć.

    Odpowiedz
  9. ~DS

    Poczytałam inne wiadomości a teraz ten wywiad …. porażająca różnica. Tam głupoty, złośliwości, podłość … A tu szczerość do bólu.
    Patryk – jesteś Wielki! I życzę Ci abyś wygrał z tą cholerną chorobą – na przekór statystykom, lekarzom, na przekór chorobie. Jeżeli komuś należy życzyć długich lat życia w zdrowiu – to Ty i inne chore dzieciaki na to zasługujecie. Całusy***

    Odpowiedz
  10. ~MarcyM

    A ja poprosiłam mojego 11-latka żeby przeczytał tę Waszą rozmowę. Zależało mi, aby pokazać mu miłość najczystszą, bezinteresowną, matki do syna i syna do matki.

    Odpowiedz
  11. ~Karina

    Wzruszajacy wywiad i cala jestem mokra od lez :( Cudny, dojrzaly niesamowity chlopak i wpsnaiala i kochaaca mama <3 Dla wszytskich polecam ksiazke "Siedziskko duszy"- jest tam mowa o tym dlaczego sie w zyciu dzieja takie rzeczy i jak sobie z tym radzic… Patryk, zycze ci duzo zdrowia i powodzenia w realizowaniu wszytskich marzen. Daj znac jesli jakos moge pomoc! <3

    Odpowiedz
  12. ~Aleks

    Razem z moim synkiem, 3 latkiem, otarliśmy się o podejrzenie mukowiscydozy. Także byliśmy i wciąż jesteśmy pod opieką Instytutu Chorób Płucnych i Gruźlicy w Rabce. „Na szczęście” u nas to „tylko” astma oskrzelowa. Jestem pełna podziwu i szacunku dla obydwojga Was, bo wiem jak trudno walczyć z nierównym przeciwnikiem. Każdy człowiek, każda chwila życiowa, każdego dnia jest dla nas, dla każdego bez wyjątku, prawdziwym wyzwaniem. Wydaje mi się, że Wy nie tylko stawiacie czoła wyzwaniom, ale przede wszystkim jesteście wyzwaniem dla innych, którzy powinni się od was uczyć, jak pięknie żyć, kiedy życie nie chce uśmiechać się bez powodu. Trzymajcie się moi drodzy tak dalej! I nie zapominajcie; przecież wiara czyni cuda…

    Odpowiedz
  13. ~Stasiu

    Mukowiscydoza na świecie jest leczona – niestety jedynym ratunkiem jest przeszczep płuc, więc ktoś o podobnym genotypie musi zginąć tragicznie, aby ktoś mógł żyć. Z tego co wiem NFZ nie refunduje tego przeszczepu, więc wsparcie finansowe dla rodzin dzieci walczących z tą rzadką chorobą może być sprawą życia lub śmierci. Słyszałem także, że kliniki czekają z przeszczepem do ostatniej chwili (szukają dawcy dopiero wtedy, gdy biorca jest w ciężkim stanie), bo tak poważna operacja wiąże się z ogromnym ryzykiem, a choroba do końca nie odpuszcza, więc lepiej, gdy płuca przeszczepi się nastolatkowi, który już nie rośnie niż dziecku, bo na dłużej mu wystarczą. W związku z tym trzeba dbać o zdrowie takich dzieci w sposób tak skrupulatny, że nam zdrowym nawet trudno to sobie wyobrazić. Chylę czoła i wyrażam ogromny szacunek dla wszystkich, którzy walczą z tą chorobą i ich bohaterskich rodzin!

    Odpowiedz
  14. ~skobell

    Pamiętam jak dziś jak po raz pierwszy wylądowałem w sanatorium. Było to w 1991 roku w Rabce. Chorowałem na astmę alergiczną o objawach dosyć dramatycznych. Wstrząsy anafilaktyczne, pogotowie w środku nocy. Czekanie aż zastrzyk z hydrokortyzonu zacznie działać, zaciśnięta jak imadło krtań pozwoli zaczerpnąć tchu… Podczas pobytu w sanatorium w Rabce poznałem dużo fajnych dzieciaków. Kasia G. z Zakopanego, Paweł K. z Limanowej, Przesympatyczna Dorota Sz. Był tez Jasiu który dzielił się cukierkami. Jasiu miał dużo słodyczy, bo często dostawał paczki. Wtedy nie rozumiałem co to jest mukowiscydoza na którą chorował. Pewnego dnia bardzo osłabł i przeniesiono nas (chłopaków z pokoju) do innej sali. Następnego dnia dowiedzieliśmy się w tajemnicy, że Jasiu nie żyje. Było to dla mnie traumatyczne przeżycie. Dziś w wieku 33 lat, nadal mam przed oczami białe prześcieradło położone na jego ciele. Ja pokonałem moją chorobę. Jemu się nie udało. Co stało się z dziesiątkami innych dzieci którzy byli tam ze mną chorych na mukowiscydozę – nie mam pojęcia. Wiem natomiast że ludzie ci walczą o każdy dzień i doceniają każdą chwilę na ziemi. Tak wiele czasu marnujemy na kłótnie i błache sprawy, a ktoś za kilka chwil oddał by wszystko

    Odpowiedz
  15. ~ewq

    I Patryk i jego Mama są po prostu wspaniali! Chylę czoła przed tym bardzo mądrym, dzielnym, przedwcześnie dorosłym nastolatkiem, podziwiam Mamę . Patryku, życzę Ci z całego serca abyś mimo bólu i cierpienia mógł zrealizować swoje marzenia.

    Odpowiedz
  16. ~inter

    Niesamowicie dojrzały i mądry chłopak – wielu dorosłych nie dorasta mu do pięt. Mama może być z niego dumna.

    Odpowiedz
  17. ~wiolineks

    wszystko co tu przeczytałam poruszyło mnie do głębi, a mimo to człowiek nie docenia tego co ma. Najbardziej zapadnie mi Patryk twój komentarz, że wieczorem zastanawiasz się czy aby na pewno nie jesteś z kimś pokłócony? Cudne i takie potrzebne każdemu z nas. Ale Darek i Behemoth ? No ale masz prawo, masz prawo, ściskam cię mocno i życzę nieskończenie wielu spełnionych marzeń.

    Odpowiedz
  18. ~Klaudia

    Dużo pięknych i mądrych słów. To niesamowite, że się nie poddajesz i wciąż walczysz, a przy tym wszystkim jesteś tak dojrzały. Trzymam kciuki i życzę powodzenia w spełnianiu kolejnych marzeń! :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>