Gdy księżyc idzie spać, wstaje nowy dzień.

W marcu miną cztery lata. Cztery długie, dziwne lata. Od czasu gdy księżyc zasnął i mimo to, wstał nowy dzień.

Upalny czerwiec 2009 rok. W miejscu, gdzie życie odjeżdża pociągiem z biletem w jedną stronę, dwa skrajnie inne serca zaczynają bić. Życie rodzi się w umieralni i nie jest to opowiadanie science fiction. On skrajnie chory, Ona skrzywdzona do granic możliwości. Oboje nie wierzą już w nic, obdarci ze złudzeń i marzeń. Pogodzeni z losem, oswojeni z własną samotnością. Siadają na tej samej ławce. Na tej samej ławce, która mimo upływu lat, nadal tam stoi. Stoi pod zamkniętym oddziałem, po którym przechadzają się już tylko duchy. Jego dusza też tam hula. Wtedy byli razem. Byli mimo burz i powodzi.  Mimo setek kilometrów, pokonywanych dzięki łączom internetowym lub słuchawce telefonu. Jej głos. Jego oddech. Nie potrzebowali niczego więcej. Łąka nad rzeką, niebo pełne spadających gwiazd, obserwowane ze wspólnego balkonu. Splecione palce i wspólny szum krwi w żyłach. A między tym wszystkim ludzkie sprawy. Rachunki, wywiadówki, szklanki z hukiem rozbijane o ścianę. I szept rozdzierający ciszę, gdy w nocy przepraszał Ją za rozsypane szkło. I łzy i błagalne spojrzenie błękitnych oczu, gdy dławił się krwią. I mozolnie targane ciało, gdy On nie miał sił sam odkręcić kranu z wodą.   I taniec na działce pełnej kwiatów, gdy boso śmiejąc się głośniej od śpiewu ptaków, krzyczała, że kocha nad życie. Kocha, ponad śmierć. I milion wspólnych koncertów, kończących się wspólnym szpitalnym łóżkiem. Wtulał się wtedy w Nią resztkami sił i nie otwierając ust powtarzał, że dziękuje. Ona dzielnie udawała, że się nie boi i  że nie czuje nadchodzącej zimy.

I przyszedł marzec. Wszystko ucichło. Szklanki przestały pękać, kwiaty na działce nie chciały zakwitnąć, ławkę pokryła gęsta mgła. Zostało jedno serce z poszarpaną duszą. Przestał padać deszcz i wszystko uschło. Opustoszało szpitalne i małżeńskie łoże. I te noce bez świtu. I muzyka, która nagle zamilkła. Jak głos, który nie może się wydostać z gardła. Przez pierwszy rok, słyszała tylko zgrzyt zamka, suwaka czarnego worka. Dźwięk podszyty lodowatym powietrzem, odbijającym się od szarych ścian kostnicy.

Pierwszy raz, sama rzuciła talerzem o ścianę. Myślała, że nadejdzie noc, którą przepraszali się do utraty tchu. Nie rozumiała, dlaczego klamka w drzwiach sypialni nawet nie drgnęła, mimo to. Szalała na koncertach, wracając do domu otulona neonami ich małego miasta. I nikt Jej nie dziękował. Działkę porosły chwasty. Usiłowała je wytępić, bezskutecznie. Patrząc w lustro widziała swoją zmęczoną twarz i oczy, które już dawno straciły blask i kolor. Ptaki ją zagłuszyły, a śmiech był tylko sztucznym tworem Jej wyobraźni. Taniec zamieniła na długie spacery w jednym kierunku. Do miejsca, gdzie znicz rozświetlał Jego twarz. Gdzie piękne, mądre  martwe oczy patrzyły w dal, z płyty pomnika. Miotała się pomiędzy tysiącem wspólnych zdjęć, obcym łóżkiem, obcymi dłoniami a powrotami. Powrotami do swetrów przesiąkniętych Jego zapachem.

Blisko cztery lata po tym, jak przeszedł przez drzwi do których nie oddał nikomu kluczy, Ona żyje. Zasadziła na działce słoneczniki i latem tańczy wśród nich, skąpana ciepłym deszczem. Zbiera bilety z koncertów, nie oczekując na podziękowania od nikogo. Na swoim balkonie karmi ptaki, które nie są w stanie zagłuszyć Jej głosu, gdy śpiewa, że „nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości, jak ty”. Przestała się wzdrygać za każdym razem, gdy zapina kurtkę. Przestała panicznie się bać widoku nadjeżdżającej karetki pogotowia. Wie, że nic i nikt nie trwa wiecznie. Chociaż…

Pytałaś mnie, co czuje się cztery lata po śmierci kogoś, kto był całym światem.

Wdzięczność. Za każdą wspólną sekundę. I wiarę, że jednak nie wszystko umiera.

Tekst powstał na prośbę jednej  z czytelniczek.

P.S. Nie bójcie się kochać, bo to co prawdziwe, zostanie z wami już na zawsze. Nawet gdy jedno z serc,  wsiądzie do pociągu, bez powrotnego biletu.

tor1

3 myśli nt. „Gdy księżyc idzie spać, wstaje nowy dzień.

  1. ~Kaja

    tak bardzo Cie rozumiem ,mój mąż zmarł 3 lata temu też w marcu ,a ja wciąż z nim rozmawiam i tak bardzo tesknie.

    Odpowiedz
  2. ~Monika

    W czerwcu minie 6 lat od samobójczej śmierci mojego młodszego brata
    Nadal nie potrafię pozbyć się jego rzeczy, ale już nie wącham jego swetra i nie czytam na okrągło listu pożegnalny…
    Wszystko spakowałam w małe pudełko, tyle wspólnych lat,tyle walki o niego a całość zajmuje tak niewiele miejsca

    Odpowiedz
  3. ~malutka90

    3.02.2016
    Minęło 5 lat od śmierci mojego brata jedynego brata . Niby czas płynie a boli tak ,samo nawet gorzej kazy podobny zapach, każda piosenka mettalicy brzmi tak samo a jakby bardziej …. Można się przyzwyczaić że coś się skończyło ale nigdy że kogoś nie ma …. Wszystkim chcesz się podzielić , i oddałbyś wszystko za chwilę z tymi osobami … Jedynym co pozostaje jest motywacja by pokazać tym naszym najbliższym , że damy rade żeby czuć ,że oni są z nas dumni….

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>