Dzieci z ” Innego Domu”

Pakuje dyktafon, notes i aparat fotograficzny. Gdy jednak przekraczam próg tego „innego” domu od razu wiem, że nie dam rady zrobić nawet jednego zdjęcia. Nie chcę pokazywać ich ogromnych, mądrych, pięknych i przerażająco smutnych oczu. Usiądę, wysłucham i namaluje je słowami.

Nie myślę o tym miejscu „dom dziecka”. Cieszę się, że w ogóle mamy jakiś dom, ja i bracia. Ciepłe łóżko jest, posiłki, opiekunowie  i fajni koledzy. My naprawdę trafiliśmy do raju. Z samego środka piekła – Dominika ma dopiero 13 lat, a wciąż muszę się pilnować, żeby nie rozmawiać z nią jak z dorosłą – Trafiliśmy tu całą trójką w ubiegłym roku. Moi bracia tam siedzą, bliźniaki, podobni co nie? . Oglądam się i widzę dwóch siedmiolatków, pochłoniętych układaniem klocków. – Niedawno byli tu dziennikarze z telewizji, nie chciałam rozmawiać. Po pierwsze to facet był, a ja się jeszcze ich trochę boję a po drugie, cukierki nam rozdawali, jakby mnie można było za coś słodkiego kupić. – Prawą ręka odruchowo sięgam do torebki. Zamykam ją, żeby nie zauważyła tej ogromnej ilości batonów. Robi mi się wstyd. – A pani to taka jakaś inna jest. Przyznaje się, że na pani profil zaglądałam jak nam powiedzieli o przyjeździe. I widziałam koty, a ja je kocham. Może kiedyś, jak już dorosnę, znajdę pracę i braci stąd zabiorę, to sobie kota weźmiemy ze schroniska. Bo my też tak trochę jak te zwierzaki stamtąd, z nosami do szyby przyklejonymi czekamy. I łasimy się do każdego kto tu przyjdzie, żeby się przypodobać, żeby ktoś nas zabrał do domu. Ja tak nie robię, braciom też zakazałam. My już raz mieliśmy dom. Grzyb na ścianach, zimno, matka z ojczymem wiecznie pijani i ci ich koledzy. Przychodzili, przynosili wino, wyjadali resztki jedzenia, włazili do naszego pokoju. Na strych chłopców zabierałam, na taki stary materac. Nie spałam, czuwałam żeby im ciepło było, żeby im nikt krzywdy nie zrobił. Nie wierzę, że może być inaczej. Bo jeśli rodzona matka nas nie kochała, to jak obcy mógłby? Lepiej tu zostaniemy. Ja się dobrze uczę, żeby pracę mieć i zarabiać tyle, by Kubę z Maćkiem zabrać do siebie. I będą mieli swój pokój i ciszę . Może wtedy przestaną się moczyć w nocy i zapalać światła. Matki tam nigdy nie wpuszczę, to ja będę ich mamą. I zawsze będę nocą sprawdzać, czy nie jest im zimno.

Karolina ma 17 lat, jest piękna. Szczupła, wysoka, duże brązowe oczy. Uśmiech na niesamowicie spokojnej twarzy. Siadamy w pokoju, który dzieli z innymi dziewczynkami. Nad łóżkiem zdjęcie. – To ja, młodsza siostra i mamusia. Jak jeszcze tata żył i było normalnie. Tata chorował bardzo długo, jego leczenie kosztowało tyle, że mamusia bardzo się zadłużyła. Po jego śmierci było już tylko gorzej. Wysprzedała prawie wszystko co mieliśmy, spaliśmy na łączonych fotelach, lekcje przy małym stoliku w kuchni odrabiałam. Ale to nie wystarczało, pieniędzy wciąż brakowało a mamusia przestała jeść i spać. Za to w domu, coraz częściej pojawiała się butelka czegoś mocniejszego. Pewnie, że miałam pretensje, że my w dziurawych butach a ona pije. Nie biła nas, nie krzyczała. Upijała się, nieraz znikała na dzień lub dwa. Przed Mopsem udawaliśmy, bo zdawałam sobie sprawę, że nas jej odbiorą. A przecież, to nie wina mamusi. Żal do niej ? A o co? Dobrze, że nas oddała w końcu,  a nie zakopała  w beczce, jak robią inne matki. Zresztą, nie można mieć żalu do chorych ludzi, bo gdy flaszka jest ważniejsza niż oddech czy własne dziecko, to musi być choroba prawda? No niech pani potwierdzi, oddała nas z choroby, nie z braku miłości? Ja wierzę, że mamusia z tego wyjdzie, zawalczy o siebie, o nas. Jak tylko osiągnę  pełnoletność, to pojadę do niej, do naszego domu i pomogę jej. – Tak ładnie o niej mówisz .  - Bo ja nie mam pretensji do mamy, tylko do losu. Po co nas tu zesłał wszystkich, skoro miał tak okrutny plan. No niech pani sama powie, jaki jest ten Bóg, jeśli zabrał ojca, potem dom i matkę. A nas wepchnął tu. Ja wiem, może nie powinnam tak mówić, ale chyba mam prawo tego nie rozumieć?

Karol jest uśmiechniętym, sprawiającym zadowolonego z życia nastolatkiem. Zadaje milion pytań aż zaczynam się śmiać i żartobliwie strofować, że to ja jestem dziennikarką i ja mam pytać. – Kurcze, może ja też kiedyś będę tak jak pani? To ciekawe zajęcie a  ja strasznie lubię oglądać reportaże i filmy dokumentalne. Nic szczególnie zaskakującego pani ode mnie nie usłyszy. Historia jakich setki tutaj. Ojciec z matką ćpają. Biedy aż takiej nie było, bo ojciec tych handlował. Dopiero jak go zamknęli, to się wszystko posypało. Matka się jednego razu tak zaćpała, że moja pięcioletnia siostra najadła się tabletek, jakiś kwas to był czy coś takiego. Cała zsiniała, przestała oddychać. Nie wiedziałem co robić, wybiegłem na klatkę i krzyczałem. Sąsiedzi przyszli. Potem pogotowie. Mała w szpitalu była ponad dwa tygodnie, w tym czasie już u nas policja, sąd. No co będę opowiadał, zna pani pewnie te procedury. Od razu się tu odnalazłem. Może dlatego, że większość życia i tak byliśmy sami. Bo co z tego, że rodzice byli niby za ścianą, jak w zupełnie innym świecie. – Patrzy chwilę przed siebie, oczy mu się lekko szklą ale szybko się otrząsa –  A jak ma na  imię pani córka? O! To tak jak moja siostra, której się poszczęściło, bo ją wzięli ludzie, co nie mogą mieć swoich dzieci. Nie, ja nie mogłem tam iść, takich co mają po 15 lat już nie bardzo chcą. Ale fajnie, że siostra już nie musi tu być. Nie myślę jeszcze o tym, co będzie jak osiemnaście skończę. Szczerze, to jest mi tu dobrze. Najchętniej, zostałbym na zawsze.

Zbieram swoje rzeczy, trzęsą mi się dłonie i usiłuje nad tym zapanować. Rozmawiam jeszcze chwilę z wychowawcami, pytam czego im potrzeba najbardziej, jak idzie remont. Żegnam się. Idę długim korytarzem do drzwi, gdy nagle słyszę tupot dziecięcych nóżek. To ośmioletni Robert. – Proszę pani! Proszę pani, a Karol mi powiedział, że pani potrafi cuda sprawiać. – Patrzę na stojącego nieopodal uśmiechniętego chłopaka i szukam w głowie odpowiednich słów, by wytłumaczyć Robertowi, skąd taki przydomek. Nie zdążam i słyszę – To mogłaby mi pani wyczarować nową mamę? Bo moja miała przyjechać ale chyba zapomniała,  już tak długo jej nie ma.- Czuje jak znikam, chowam się w sobie, zapadam. Odruchowo, choć nie wiem czy powinnam, przytulam jego  drobne ciałko i głaszczę po głowie. – Nie jestem czarodziejką ale będę mocno wierzyć w twoje marzenie. Patrzy na mnie przez chwilę, chwyta mnie za rękę i mówi – Teraz to na pewno się spełni, bo już nie będę z tym marzeniem sam.

Przed ośrodkiem, na ławce czeka na mnie piękna Karolina. – Ja tylko chciałam coś sprostować. Bo powiedziałam pani, że los nam zabrał wszystko. Ojca, dom i mamę. Nie, mamusi mi nie odebrał. Zawalczę o nią,  to ona nas urodziła i nie chciała dla nas takiego życia. Bo przecież, my jesteśmy takie same dzieci jak wszystkie inne, tylko z tego Innego Domu.

dzie

8 myśli nt. „Dzieci z ” Innego Domu”

  1. ~Tamara

    Sposób w jaki Pani pisze dotyka nawet te najbardziej ukryte zakamarki duszy. Jest Pani cholernie mądrym człowiekiem i niesamowicie wrażliwą dziennikarką. Dziękuje za to, że Pani piszę!

    Odpowiedz
  2. ~paulina

    Juz zapomnialam jak to jest byc w innym domu. Teraz mam dom. Normalny. Dwa lata temu urodziłam bliznieta. Mam dom. Dziękuję

    Odpowiedz
  3. ~Marek

    Pochodzę z pełnej rodziny jednak bardzo poruszył mnie ten wpis. Co zrobić, aby jak najmniej dzieci musiały cierpieć odrzucenie? Jakie Pani zdaniem są najczęstsze powody tego, że dzieci trafiają do domu dziecka? Alkohol?

    Odpowiedz
    1. Anika Werner Autor wpisu

      Witam serdecznie. Faktycznie, jedną z najczęstszych przyczyn są alkohol lub narkotyki. Jednak równie często winna jest bardzo zła sytuacja materialna i bytowa, choroba czy śmierć jednego z rodziców, a nawet wzorce powielane z domu rodzinnego. Myślę, że tu niestety nie ma reguły, to bardzo trudny i skomplikowany problem.

      Odpowiedz
  4. ~Docent

    Smutne historie ubierasz w takie słowa, że łzy same cisną się do oczu. Biedne, niczemu niewinne dzieci cierpią z powodu rodziców, lub braku finansów. A przecież należy im się bezwarunkowa miłość!!! Ach…..

    Odpowiedz
  5. ~pesymistka

    Inny dom…..
    Ale czasem lepszy niż ten „rodzinny”.
    Ja wychowałam się w tzw.normalnym domu,w pełnej rodzinie.
    Zawsze czułam się niechcianym dzieckiem,mnie rodzice nie przytulali,nie spędzali ze mną wakacji,ferii.W każde wolne,czy to weekend czy święta wypychali mnie do babci.Babcia mnie kochała.
    Nie raz i nie dwa oglądałam rodziców siedzących przy butelce wódki,potem awantura,matka wyzywająca ojca od najgorszych.Zawsze wtedy się zastanawiałam,jak to możliwe ,że ojciec pozwala tak sobie ubliżać?Dlaczego jej nie przyłoży?
    Żałowałam ,że się nie rozwiedli,żałowałam,że muszę z nimi mieszkać.
    Fajnie było tylko wtedy,kiedy matka się wyprowadziła na jakiś czas.Potem niestety wróciła.
    Na zewnątrz udawali cudowną rodzinkę,kochającą się.Tak jakby sąsiedzi głuchli na czas awantur,ślepli na widok pijanych.
    Nie wiem,czy dla mnie nie byłby lepiej być z Innego Domu.

    Odpowiedz
    1. ~Imogena

      Troszkę podobnie było u mnie – dla rodziny i dla obcych wersja spokojnego domu, gdzie mama usiłuje związać koniec z końcem, a ojciec czasami pije. Tylko że „czasami” oznaczało „prawie codziennie”. Rodzina udawała, że nic nie wie, a sąsiedzi udawali, że nie słyszą awantur. Mam nigdy nie pokazywała siniaków, jak ją ojciec za ręce ścisnął w szale. Ale wyzwiska słychać było chyba i trzy ulice dalej.

      Pamiętam dziecięce oczekiwanie, że jeśli ojciec będzie w domu do 14-ej, to pewnie będzie w miarę trzeźwy. Późniejszy powrót oznaczał zataczającego się ojca, z daleka śmierdzącego wódką i za chwilę awanturę w domu. Moja mama kilka razy odchodziła od niego, ale zawsze wracała. Uważała, że nie ma dokąd pójść z dzieckiem. Powtarzała to tak wiele razy, że czułam się winna, że jestem jej ciężarem. A może ona czuła się od ojca uzależniona jak typowa ofiara przemocy domowej? Syndrom żony alkoholika? Nawet jak ojciec chciał ją zadźgać, nie wniosła sprawy do sądu ani razu – a takich prób sama pamiętam minimum dwie.

      Potem ojciec zaczął się kompletnie staczać. Pił coraz więcej i praktycznie nie trzeźwiał. Nawet po zawale pił dalej. Potem się odebrał sobie życie – przypuszczam, że zdał sobie sprawę, że jest kompletnie sam, Koledzy, którym stawiał wódkę, odeszli, bo renta ojca nie pozwalała na szaleństwa, kochanki też się wykruszyły… Ot, szczęśliwy, rodzinny dom… Zawsze moja mama mi powtarzała, ze mam szczęście, bo mam pełny dom. Ale pełen czego? Ciągłych awantur, tłuczonych przez ojca w szale talerzy i szklanek?

      Dziś nie mam kontaktu z mamą – ale to już inna historia. Mam dwie cudowne córki, wspaniałego męża i wspomnienia rodzinnego domu. Dziś wydaje mi się, że przez wspomnienia o tym szalonym cieple rodzinnych relacji jestem silniejsza. Potrafię stawić czoła większości przeszkód. A że w dzieciństwie dzięki szczęściu rodzinnego ciepła wiele razy beczałam w poduszkę, żeby rodzice nie słyszeli? Że myślałam o samobójstwie, bo nie mogła z nimi wytrzymać? To już zupełnie inna historia…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>