depresja

Wiele twarzy tego samego piekła…

- Coś ty taka dziwna ostatnio? Nieobecna i przybita? Deprecha? Nie przejmuj się, to ma każdy  na jesień. Spadnie śnieg, przyjdzie sylwester i zobaczysz, jak ręką odjął!      Nie odzywam się, tylko żegnam i frunę do domu. Tak frunę. Tam nikt nie będzie zadawał pytań. Jest koc, zasłonięte rolety, lampka wina. Duża, ogromna lampka. Jeszcze tylko status na fejsie, coś głupio śmiesznego, niech wszyscy myślą, że jest ok i mogę płynąć. Płynąć w dół.

Budynek w którym jestem, nie ma krat w oknach, obdrapanych ścian a  po korytarzach nie snują się nafaszerowani psychotropami zombie. To obrazek namalowany przez tych, którzy takie placówki znają z horrorów. Pokoje są ładne, dwuosobowe, podział na oddział męski i damski, ogromna sala z pianinem dla terapii grupowych. Piękny ogród, do którego można wyjść praktycznie w każdej chwili. Siadam na ławce, ostatnie promienie słońca. Czekam.

- Cześć, jestem Anika i też tu kiedyś byłam. Mówię ci o tym, bo może wtedy będzie łatwiej rozmawiać. I nie, nie jestem już zdrowa i nie wiem czy kiedykolwiek będę. Wciąż się z „nią” zmagam. A ty?    Przygląda mi się chwilę, wyciąga  papierosa, dziwi się że nie palę. I pierwsze co robi, to ściąga z szyi apaszkę. Widzę sino żółty ślad. Jakby ktoś, farbką o brzydkim kolorze pociągnął taką linię, na około głowy.
- Miałam normalny, ciepły dom. Może nie byliśmy bogaczami ale nie brakowało mi niczego. Rodzice mówili do znajomych, że jestem po prostu nieśmiała i wrażliwa, a ja wiedziałam, jakby czułam, że to nie to. Nie bardzo lubiłam ludzi, bywały dni, że symulowałam choroby, żeby tylko nie iść do szkoły. Nie musieć robić tych wszystkich czynności związanych z toaletą, jedzeniem, rozmawianiem. Potrafiłam tak tygodniami.  Pogrążona w sobie. A  zaraz po tym, nagle nie wiadomo skąd i dlaczego przychodziły te stany euforii. Siła do działania, uśmiech i ogromna chęć życia, miłość do świata i ludzi. Kiedy dorastając, zaczynałam rozumieć co to jest, od razu poprosiłam o pomoc. Nie byłam jednym z tych, którzy się nie przyznają. Miałam plany na życie. Te, które rodziły się w mojej głowie w tym ” dobrym czasie”.  A chciałam się  pozbyć tych ” gorszych chwil”, które bez skrupułów te plany niszczyły.  Zaczął się obłędny taniec. Lekarze, specjaliści, ośrodki, tony leków i lata terapii. I ta radość, gdy orientowałam się, że nie ma ” jej” już ponad pół roku. Działanie, robienie milion rzeczy na raz, ufność i wiara. I rozbijane na ścianie przedmioty, gdy patrzyłam jak wraca i nie umiałam tego powstrzymać. Ludzie i ich  dobijające, bezsensowne pytania. I te, szeroko otwarte ze zdziwienia oczy. Taka zaradna, po studiach, piękna, uśmiechnięta, przebojowa i psychiatryk?! Fanaberie jedynaczki!  Przecież każdy wie, że ta depresja jest  modna, szczególnie w ostatnich latach. Mówili – Urodzi dziecko i mąż ją ustawi, to się chorowanie skończy.   Moja córka ma 10 lat, i gdy przychodzą demony, nie mam nawet ochoty i siły na nią patrzeć, bo i tak nic nie widzę. Nic prócz ciemności i  rozpaczy. Nie ma dla mnie jutra, dziś też raczej nie istnieje. Lewituje między życiem a śmiercią i daje sobą pomiatać. Nie kontroluje swoich myśli, jestem jak czyjaś marionetka. ” Ona” mówi, że moje starania są na nic, że i tak nie dam rady. Zresztą po co, skoro jeśli w ogóle  wypłynę na powierzchnie, to tylko na chwilę. Tydzień temu podała mi sznur, nie wiedziałam nawet, że mogę się sprzeciwić. To taki stan, że nie walczysz o siebie bo myślisz, że nie możesz. Na czas odratowała mnie córka. I teraz  walczę w tym miejscu, choć zdaję sobie sprawę z tego, że mogę nie wygrać i kiedyś, nikt nie wróci na czas.  A ty, Anika?
Nie ukrywam zmieszania i zdenerwowania. Drżą mi dłonie, oczy się szklą.
- Jesteś w miejscu, gdzie nie da rady tego ukryć. Nie musiałaś mówić, że kiedyś tu byłaś. Wystarczy że patrzę na ciebie i na to jak reagujesz . I wiem, że jesteś jedną z milionów, umierających na oczach tłumów.
Wykręcam się zgrabnie tłumacząc, że to zmęczenia i że mam jeszcze jednego rozmówce. Justyna uśmiecha się sarkastycznie i pokazuje mi okno, od swojego pokoju.

Paweł  to facet przed czterdziestką. Człowiek sukcesu. Piękny dom, piękna żona, piękne dzieci. Co tu robi? Usiłuje się pozbyć choroby, która zabrała mu już wiele. Dalszą rodzinę, która nie potrafiła tego zrozumieć, przyjaciół, którzy kpili za plecami a później prosto w twarz, że z dobrobytu się w dupie przewraca. A on kilka razy mało nie umarł, przedawkowując leki. Żona na skraju wytrzymałości, systematycznie błagana o jeszcze jeden powrót. Miliony nieprzespanych koszmarnych nocy, nienawiść do samego siebie. Nie, nie sięgał po alkohol i inne używki. Faszerował się psychotropami, w niedozwolonej ilości, byleby choć na chwilę zasnąć. Na chwilę,  złudnie się uwolnić. -  Nie poddam się, będę się z ” nią” szarpał dla dzieci, bo je kocham, bo są niczemu winne. I wiesz co usłyszałem? Usłyszałem, że mam walczyć dla siebie i o siebie! Nie mogę tego jakoś zrozumieć, bo czym ja jestem bez nich?    – A wiesz, co ja usłyszałam od swojego terapeuty?!  Gdy opowiadałam mu o swojej zdolnej córce, że niesamowicie  maluje i świetnie piszę? Powiedział mi – To pięknie, że odziedziczyła talent po mamie. Niestety wie pani, że nie tylko to jej przekazała?    Myślisz, że jestem ślepa? – Prawię krzyczę do spokojnie patrzącego na mnie Pawła – Że nie widzę jak moja córka się miota?! Najlepsi psycholodzy, innowacyjne leki, wszystko!  Nawet pakt z samym diabłem podpiszę jeśli trzeba będzie, byleby znów zobaczyć ją uśmiechniętą i pogodną. Taką, jaką była jeszcze cztery lata temu. I to moje poczucie winy, w tym wszystkim. Koszmarne, duszące każdego dnia.
Czuje jego dłoń na moich, ale  zabieram je pospiesznie, bo drażni mnie dotyk.  Wbiegam do budynku. Odnajduje pokój Justyny. Siadam na krześle, patrzę na pustą ścianę.
- Usiłujesz podnieść się z łóżka, czujesz przy tym, że śmierdzisz a pościel lepi się z brudu. Podchodzisz do lustra i widzisz siebie. Tylko nie możesz się poznać bo tłuste włosy, nadwaga, bajzel w głowie i głos, który uparcie wmawia ci, że jesteś już do niczego i że nie warto się starać. I jak potulne, ale głupie szczenie wracasz do swojego barłogu, zgarniając po drodze kolejną butelkę wina i leki nasenne, bo przecież sen to zdrowie. W naszym  przypadku niestety, to tylko coraz bliżej roztrzaskania głowy o zimny beton. Niby to wiesz ale toniesz, nie rozglądając się nawet za jakimś brzegiem – Przerywam na chwilę, bo kręci mi się w głowie.  – Ostatkami sił nakładasz maskę. Wychodzisz z domu po zakupy, rozmawiasz  z sąsiadem, nieustannie się uśmiechając. Gotujesz obiad i myślisz tylko o tym, żeby uciec. Twoje ciało długo nie wytrzymuje braku snu, złego żywienia, nadmiaru alkoholu i leków. Zaczynasz chorować fizycznie, co skandalicznie cię cieszy, bo teraz już jak torpeda, bez tłumaczenia się z niczego, możesz spadać coraz niżej. I zabijają cię wewnętrzne pytania, dlaczego i skąd? Przecież dzieciństwo wspaniałe, przyjaciół mnóstwo, rodzice nadal na każde zawołanie, cudowne dzieci. Nie wiesz, nie chcesz wiedzieć, nie rozumiesz, pogrążasz się. Buntujesz w końcu ale jest za późno, nie masz sił, motywacji, czujesz się jak wrak. Jak śmieć, który ma odruchy wymiotne na swój widok.  Myślisz nawet o tym, żeby zasłonić albo wytłuc wszystkie lustra w domu i uświadamiasz sobie, że szyba też odbija twoją postać. I szafa, i komoda.  I co, zniszczysz cały dom?!   Krzyczysz z całych sił, ale nikt cię nie słyszy. Bo deprechę przecież, miewa każdy. Skończy się z pierwszą gwiazdką, karpiem, wiosennym deszczem  czy innym gównem. Nie potrafisz myśleć inaczej! Masz żal do ludzi ale największy do siebie, bo może mogłaś coś zrobić, bo jesteś słaba. I przychodzą te najgorsze myśli, że twoje dzieci, bliscy, przyjaciele zasługują na kogoś lepszego…
- Przestań! – Zapłakane oczy, patrzą na mnie – Rozejrzyj się dziewczyno! I tu i w okół siebie! Widzisz?! Lekarze, nauczyciele, bibliotekarka, biznesmen, profesor, kasjerka, policjant, gwiazda z telewizora czy tak zwana zwykła sprzątaczka! Każdy może „ją” mieć, i u każdego wygląda to podobnie. Miliony, pozornie  uśmiechających się ludzi, w różnym wieku. Miliony istnień, takich samych jak ty. Mijasz ich każdego dnia, choć nawet o tym nie wiesz.

Na depresję choruje ponad 120 milionów ludzi na świecie. Cierpi na nią co dziesiąty Polak.
Dziękuję moim czytelnikom, którzy zechcieli się ze mną podzielić swoimi własnymi przeżyciami i spostrzeganiami. To pozwoliło mi zrozumieć, że trzeba o tym mówić głośno. Trzeba wyjść z cienia, chociażby po to, żeby innym łatwiej było zrozumieć, z czym się zmagamy. I że nie jest to chwilowe coś, które przejdzie z pierwszym wiosennym słońcem, czy podmuchem ciepłego wiatru.

Za trzy tygodnie, jeśli „ona” pozwoli, spakujemy się i pojedziemy nad morze. Zawsze gdy tam jestem, odwiedzam grób Bartka. Miał 30 lat, gdy stojąc w strugach deszczu na pogrzebie, słuchałam jego mamy, czytającej list pożegnalny, który zostawił – Starałem się, długie lata. Przegrałem swoją walkę ale ty, nie musisz. Proś i błagaj o pomoc, szukaj jej, nie ukrywaj choroby, walcz. I  podnoś  się z przegranych bitew, żebyś tak jak ja, nie poległ na wojnie.

Przegrałam z ” nią”  kolejną swoją bitwę  ale wojna, wciąż jeszcze przede mną. Jedyna wojna, która niesie nadzieję.

depresja

 

 

 

10 myśli nt. „Wiele twarzy tego samego piekła…

  1. ~Frida

    ” Obłędny taniec” aż usiadłam. Nigdy nie umiałam tego nazwać, tego co się ze mną działo przez te wszystkie lata! Dziękuję Anika za ten tekst!

    Odpowiedz
  2. ~Docent

    Nie umiem nic mądrego napisać Sis. Po prostu łzy mi lecą i żal mną szarpie. Żal, że nie mogę Cię teraz przytulić…

    Odpowiedz
  3. ~Niki

    Walcz Anika, bo warto. Ona będzie wracać, zawsze wraca, ale jak pokonasz ją raz, później będzie łatwiej. Trzymaj się dziewczyno, jesteś cudowna, wiedz o tym.

    Odpowiedz
  4. ~Magda S

    Ten, kto nie przeżywał, nie zrozumie. Choćby nie wiem, jak bardzo się starał, nie będzie w stanie pojąć, co dzieje się w głowie osoby cierpiącej z powodu depresji. Nawet nie próbuję już tego nikomu tłumaczyć. To nie ma sensu. Dla wolnych od depresji zawsze będziemy tymi słabszymi, bardziej leniwymi, przewrażliwionymi. Szkoda mi słów, by je marnować na bezcelowe dyskusje na ten temat. Gdy ktoś zapyta – odpowiem. I to wszystko. Bo angażowanie się w uświadamianie społeczeństwa przyniosło odwrotne do zamierzonych skutki, a ja każdą taką dyskusję odchorowywałam. Koniec z tym. Koniec końców i tak każdy z nas zostaje sam ze swoimi myślami…

    Odpowiedz
  5. ~karolina

    Moja szwagierka ma depresje moze nie az tak duza ze probuje odebrac sobie zycie, mysle ze to sa przezycia z dziecinstwa ale przychodza dni ze z domu nie chce wyjsc, placz brak sil do czego kolwiek itd a za pare dni ma energie za kilku i usmiechnieta i udaje ze wszystko jest super. Czasami nawet czujemy ze to jest przesadzone i troche udawane. To Prawda kto nigdy tego nie mial nie zrozumie jak to jest. Nigdy tego nie mialam i choc probuje ciezko zrozumiec czasami te zachwiania. Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>