Miesięczne archiwum: Maj 2015

Długa droga do domu…

Drzwi do sal wyglądają, jak te w kajutach. Mają okrągłe szyby, żeby stale móc obserwować.
Obserwować pacjentów, ze szpitala dla chorych dusz. Mają od dziewięciu do siedemnastu lat.
Na ich rękach, udach czy innych częściach ciała, wyryty jest strach i ból.
Ich twarze i oczy mówią wiele, a ściany pokoi w których żyją opowiadają straszne historie.

Sylwia ma 17 lat, od pięciu zmaga się z anoreksją i uzależnieniem od leków przeciwbólowych.     - Ma pani rację, z tymi drzwiami, bo to miejsce jest trochę jak okręt. Okręt na morzu, którym bez przerwy targa sztorm. Nie pamiętam kiedy to się zaczęło, czasem to mi się wydaję, że taka się urodziłam. Chciałam być jak  jedna moja koleżanka, wie pani idealna. Piękna, szczupła, popularna. Cieszyłam się jak głupia kiedy schudłam pierwsze pięć kilo i chciałam więcej, szybciej. Ciągle było mi mało, ciągle mi coś odstawało, było za dużo. Kiedy pojawiły się bóle głowy i żołądka, ratowałam się lekami. Ratowałam, jak to teraz śmiesznie zabrzmiało, bo tak na prawdę, staczałam się tym w jeszcze głębszą otchłań. Tak, mam rodziców. Mamę i ojczyma. Dlaczego mimo to mieszkam z babcią? Ojczym mnie…No wie pani – chowa na moment twarz i zaczyna ciężej oddychać. Pytam czy komuś powiedziała. – Komu? Matka by mi i tak nie uwierzyła, bo uważa mnie za wariatkę, córka z psychiatryka to nie jest powód do dumy. Mówi, że to nie jej wina i powinnam sama sobie poradzić, bo sama w to wdepnęłam. A babcia jest dobra, łagodna, tylko nie umie mi pomóc. Nic nie wie o mojej chorobie, po prostu co jakiś czas oddaje mnie tu. Tak, chciałabym jakoś z tego wyjść, normalnie żyć, tylko problem w tym, że ja już nie pamiętam co to normalne życie. A może, nigdy go nie miałam?- milknie i patrzy w okno, w którym kraty zamiast firan.

- Jutro wychodzisz, cieszysz się pewnie?- pytam Marysie, szesnastolatkę po próbie samobójczej. Była tu ponad miesiąc, pakuje do walizki mnóstwo rzeczy. Ubrania, zdjęcia i książki, ponieważ jest tu też szkoła. Siada w końcu, patrzy mi prosto w oczy, zaczynają jej drżeć dłonie. - Gdy mnie tu przywieźli,  po połknięciu dużej ilości leków, krzyczałam, że nie chcę tu być. Wydawało mi się, że to jakieś piekło. Pełno dzieciaków snujących się po korytarzach, lekarzy zadających miliony pytań. Kamery, kontrole, pasy przy łóżku ” na wszelki wypadek”. Nie jadłam, buntowałam się, z nikim nie rozmawiałam, byłam wściekła na matkę, która mnie tu oddała. Chciałam uciec, wciąż planowałam jak mogłabym ponownie, coś sobie zrobić. Dlaczego? Kiedyś myślałam, że przez chłopaka, później odkryłam, że przez znajomych, potem  dołożyłam brak kontaktu z ojcem, który nas zostawił i jeszcze to, że…Moi rówieśnicy mają pieniądze, normalne domy a ja zawsze czułam się inna, gorsza. Z biegiem czasu, zaczęłam akceptować to miejsce, nawet byłam matce wdzięczna, że mnie tu zostawiła. Byłam tu bezpieczna, wie pani, wśród swoich – przerywa i zaczyna płakać. Pytam co się dzieje i czy zawołać lekarza. – Nie, ja po prostu zrozumiałam, że nie chcę jeszcze stąd wyjść. Boję się, świata poza murami szpitala. Pewnie, niedługo znowu tu trafie, prawda?

Gdy przyglądam się Arkowi, to pierwsza myśl jaka przelatuje przez moją głowę jest taka, że chyba się ktoś bardzo pomylił. Pogodny, dusza towarzystwa, uwielbiany, buzia mu się nie zamyka.   - Dobry jestem aktor prawda? Nawet pani się nabrała – uśmiecha się dość bezczelnie. – Wszystkich tak nabierałem. Rodziców, znajomych, nauczycieli. Grzeczny byłem, oceny świetne, nie kłamałem, nie uciekałem. A nocami, gdy już mogłem zdjąć maskę – przerywa i podciąga nogawki spodni. Czuję, że na moment przestałam oddychać. Nie chcę ale patrzę. Rany są różne, niektóre głębokie, duże, niektóre lżejsze. Jest ich mnóstwo, stare i świeże. – To były jedyne momenty, gdy ból fizyczny zagłuszał ten gorszy, w głowie. Trzy lata temu, brat mojej matki, zabierał mnie do siebie, sklejać modele. Najpierw myślałem, że on się wygłupia ale gdy przy tym co  kazał mi  robić, strzelił kilka fotek…  Zaczął szantażować, że pokażę kolegom, że jestem gejem. Nie byłem, nie jestem, zresztą już pewnie nigdy nie pozwolę się nikomu dotknąć, nawet dziewczynie. Gdy sprawa wyszła na jaw, to pomyślałem, że to koniec mojego koszmaru. A ten, po rozprawie sądowej się dopiero zaczął. Ciągle to czuje, widzę, wciąż o tym myślę. I biorę nożyczki, nóż, cokolwiek, co  choć na chwilę pozwoli zagłuszyć tamten wstręt i  zabierze obrazy tamtych dni. Gdy wyjdę, nadal będę to robił, wiem o tym doskonale. Może kiedyś się uda z tym skończyć. A może będzie jeszcze gorzej. Myśli pani, że może być coś jeszcze gorszego?

Daria ma 13 lat. Krzyczy każdej nocy. Gdy tylko robi się ciemno, jej lęk zaczyna w niej rosnąć. Przestały pomagać włączone lampy. Usilnie walczy ze zmęczeniem, coraz szerzej otwierając oczy, żeby tylko nie zasnąć. Przegrywa, zasypia i budzi się przerażona. Biegną do niej pielęgniarki i lekarz. Daria dusi się, jest biała ze strachu, nie słyszy tego co się do niej mówi, jej ciałem po całym łóżku rzucają spazmatyczne drgawki, pielęgniarka podtrzymuje jej głowę, doktor usiłuje uspokoić. Ona tego nie wie, jest w samym środku swojego koszmaru, widzi postacie których nie ma, myśli że chcą jej zrobić krzywdę, nie umie się bronić. Trwa to godzinę, czasem dłużej, często kończy się podaniem leków. W dzień jest spokojna, małomówna, wycofana ale lubiana przez grupę. Mówią o niej ” silence” bo bardzo cicho mówi. Pomyślała ostatnio, że jeśli będzie tak szeptać, to  „oni” jej nie usłyszą, uwierzą, że zniknęła i już nie przyjdą do niej w nocy. Marzy o tym, żeby dzień się nigdy nie kończył, to jej największe pragnienie. Ma kochającą rodzinę ale mimo młodego wieku wiele przeszła, zbyt wiele. Śmierć kogoś bardzo bliskiego, ciężka choroba, brak stabilizacji, sprowadziły „ich”.

Wychodzę z budynku, siadam na ławce i myślę. Nie rozumiem, co się stało z tym światem, że muszą istnieć takie miejsca jak to?
Kilkanaście istnień, często bezpowrotnie, złamanych dusz.
A do przyjęcia, czekają kolejne, równie zagubione, poranione.

W uszach wciąż echem odbija się kilka ostatnich zdań, wypowiedzianych przez jednego z tamtych dzieciaków. - Pytała mnie pani, czy daleko mieszkam? Mnie i moich kolegów, wszystkich bez wyjątku, bez względu na miejsce zamieszkania, czeka długa droga do domu. A niektórzy z nas, nigdy tej drogi nie znajdą i nigdy nie wrócą. Rozumie pani, co chcę powiedzieć?…

Rozumiem.

zdje